Reklama

Katarzyna Sawczuk. Uczyłam się od najlepszych

Środa, 2 grudnia 2015 (11:32)

Od dziecka podziwiała Justynę Steczkowską. Dzięki „The Voice ...” mogła z nią współpracować. Teraz Kasia Sawczuk wykorzysta te doświadczenia przy nagrywaniu debiutanckiej płyty.

Pojawiłaś się w IV edycji „The Voice of Poland” jako 17-latka. Co skłoniło Cię, by wystąpić w tym programie? 

Śpiewałam od dziecka i chciałam rozwijać się w tym kierunku, poznawać ludzi, od których mogłabym się czegoś nauczyć. Znajomi i rodzina namówili mnie, bym zgłosiła się tu, gdzie z uczestnikami pracują prawdziwi trenerzy, gwiazdy muzyki – czyli najlepsi. I nie mylili się.

Już Twój pierwszy występ, podczas przesłuchań w ciemno, „rzucił na kolana” wszystkich, cztery fotele odwróciły się jak na komendę. Spodziewałaś się tego? 

W żadnym wypadku! Marzyłam, żeby choć jeden się odwrócił...

Skromność, jaką zadziwiasz do dziś, i talent sprawiły, że trenerzy prześcigali się, by mieć Cię w swojej drużynie. Ty postawiłaś na Justynę Steczkowską – dlaczego?

Jestem jej fanką od najmłodszych lat, podziwiam to, jak śpiewa i jaką jest osobą. Nauczyła mnie wiele i spotkanie z nią uważam za ważny krok na mej drodze, podobnie zresztą jak cały udział w „The Voice of Poland” – to była pouczająca przygoda!

Nie było Ci smutno, że nie wygrałaś programu?

A skąd! Byłam w szoku, że jestem w ogóle w finale, kibicowałam z całych sił Juanowi Carlosowi Cano i uważam, że słusznie wygrał. Byłam jeszcze za młoda na nagranie płyty, która jest nagrodą za zwycięstwo. Poza tym musiałam nadrobić zaległości w szkole i zacząć przygotowania do matury.

Zdałaś ją?

Tak (śmiech)! Bez problemu. Co nie oznacza, że przestałam się kształcić – uczę się wciąż śpiewu, tańca, aktorstwa.

Świat show-biznesu, w który wkroczyłaś z impetem, niesie wiele zagrożeń, zwłaszcza dla tak młodej, pełnej wdzięku dziewczyny jak Ty. Nie obawiałaś się tego?

Pewnie, że tak, a jeszcze bardziej bali się o mnie rodzice. Mimo to posta nowili mnie wesprzeć w realizacji marzeń, za co jestem im wdzięczna. Już jako gimnazjalistka dostałam się do Teatru Muzycznego Roma w Warszawie, dlatego wyprowadziłam się z Białej Podlaskiej do stolicy.

Na pierwszy rok mama przeniosła się ze mną, pomagała mi w lekcjach i uczyła „dorosłego życia”: prania, gotowania – samodzielności. Potem też nie zostałam bez opieki – mieszkał ze mną brat, student budownictwa. Mam jeszcze siostrę, też umysł ścisły.

Rodzice wychowali naszą trójkę w poszanowaniu najważniejszych wartości, których przestrzeganie pozwala iść przez życie spokojną, prostą drogą, dokonywać dobrych wyborów. Mam nadzieję, że tych zasad, wyniesionych z rodzinnego domu, uda mi się zawsze trzymać, czego nie zmienią pokusy tego świata.

Rozm. Jolanta Majewska

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama