Reklama

Katarzyna Zielińska. Teatr czasem musi zaczekać

Poniedziałek, 5 października 2015 (10:32)

Gra w serialach „Barwy szczęścia” i „O mnie się nie martw”. Oglądamy ją na dużym ekranie i w teatrze. Pracę godzi z opieką nad prawie rocznym Heniem.

O kosztach emocjonalnych pracy aktora mówi się niewiele.

A każdy spektakl, każdy film ma swoją cenę, którą aktor musi zapłacić.

Zawsze?

Zawsze. Ale czasami podejmuję trudną decyzję, by z czegoś zrezygnować, bo życie i zdrowie jest ważniejsze. Tak było z jednym z moich najbardziej ukochanych spektakli teatralnych: „Sofia de Magico”. Gdy zaszłam w ciążę, to emocje, które musiałam wyzwolić za każdym razem, gdy wychodziłam na scenę, były zbyt silne. Teatr musiał poczekać, aż urodzę synka.

Długo występuje Pani w „Barwach szczęścia”. Czy serialowe postacie nie mylą się z życiem prywatnym?

Zdarzają się zabawne pomyłki. Parę razy do Artura, którego gra Jacek Rozenek, powiedziałam „Jacku”. W momencie jakiegoś roztargnienia nazwałam go „Wojtkiem”. To imię mojego męża. Kasia Glinka zapomina, że w „Barwach szczęścia” nazywam się Marta i mówi czasami „Kasiu”. Ale to normalne przy produkcji rozłożonej na lata.

W „O mnie się nie martw” gra Pani rolę drugoplanową. To mniejsza odpowiedzialność?

Każda rola to wyzwanie i traktuję ją z równorzędną uwagą. Nie ma znaczenia, czy gra się 8 lat, czy krócej, czy jest to rola główna, czy drugoplanowa. Każdej poświęcam się na sto procent, a wynika to przede wszystkim z szacunku dla widza. Laura i Marta to dwie zupełnie różne bohaterki, a dla mnie dwa ciekawe wyzwania.

Po czterech latach zobaczymy Panią w sequelu polskiej komedii romantycznej „Listy do M.”. Grała Pani ciężarną Betty. A teraz co czeka Pani bohaterkę?

W drugiej części „Listów do M.” moja bohaterka na pewno częściej będzie spotykać na swojej drodze św. Mikołaja (Tomasz Karolak).

Teraz intensywnie pracuje Pani na planie „Barw szczęścia”, ale zaczyna się też nowy sezon w teatrze. Gdzie Panią zobaczymy?

Zapraszam do Teatru Komedia na „Konserwatora”. W Teatrze Kwadrat gramy „Ślub doskonały” i tam też będzie nowa odsłona widowiska „Berlin czwarta rano”. Przede mną premiera sztuki „Dajcie mi tenora” (reż. Marcin Sławiński) w Teatrze Capitol.

Zapraszam Państwa także na „Sofię de Magico”. Zajmuję się też produkcją i wystąpię w przedstawieniu muzycznym umiejscowionym w realiach Nowego Jorku czasów prohibicji. Premiera w marcu. Pewnie trzynastego.

Trzynastego? Nie jest Pani przesądna?

Trzynastka przynosi mi szczęście!

Rozmawiał Sergiusz Pinkwart

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama