Reklama

Korwin-Piotrowska: Omawianie wpadek gwiazd to moja praca

Wtorek, 16 października 2012 (16:24)

Karolina Korwin-Piotrowska stroni od przyjęć i bankietów, zwraca wszystkie zaproszenia, nie pozuje do zdjęć. W żadnym wypadku nie czuje się gwiazdą.

Zdjęcie

Karolina Korwin-Piotrowska /fot  /AKPA
Karolina Korwin-Piotrowska
/fot /AKPA

Czy czuje się Pani jak gwiazda show-biznesu?
- Fakt, że od lat prowadzę "Magiel towarzyski" w TVN Style i byłam jurorką w programie "Top Model", sprawił, że jestem rozpoznawalna. Ale nie czuję się gwiazdą. Jestem przede wszystkim dziennikarką i tego zawodu się trzymam. 

Zdjęcie

Odkąd Karolina Korwin-Piotrowska (41) prowadzi "Magiel towarzyski" z Tomaszem Kinem, oboje zyskali sobie wielu wrogów wśród celebrytów.
/fot /AKPA

Jednak pełniąc rolę jurorki w popularnym show, musiała Pani liczyć się z konsekwencjami. 
- Wiedziałam, że zainteresowanie mediów moim życiem wzrośnie. Sama jednak nie zaczęłam robić szumu wokół siebie. Nie zależało mi na tym, żeby ludzie mówili o mnie i pokazywali mnie palcami. W naturalny sposób stało się to częścią mojej pracy, którą sama wybrałam. Muszę więc zaakceptować także i tę niedogodność.

Niedogodność?!
- Ostatnio pod moim śmietnikiem przyczaił się paparazzo, żeby zrobić zdjęcie, jak wyrzucam śmieci. To naprawdę nie jest normalne.

Ale chyba nie tylko z takim zainteresowaniem Pani się spotyka?
- Zdecydowanie nie. Bardzo mi miło, gdy spotykam ludzi, którzy oglądają mój program i mówią, co im się podobało albo że dobrze wyglądam. Domyślam się wtedy, że w telewizji wyglądałam fatalnie, ale nie martwi mnie to zbytnio. Ostatnio znalazłam się w sytuacji, gdy sprzedawczyni w pobliskim sklepie poprosiła, abym powiedziała w telewizji coś o jednej z celebrytek, która podczas zakupów zachowywała się po chamsku.

Czy któryś z celebrytów kiedykolwiek przyszedł do Pani z pretensjami, ponieważ poczuł się urażony?
- Krytykowanie i omawianie wpadek gwiazd to moja praca. Tak właśnie ma ona wyglądać, zgodnie z formułą "Magla towarzyskiego". W związku z tym nie czuję żadnego dyskomfortu. A jeżeli chodzi o reklamacje celebrytów - jeżeli któryś ma pretensje, to tylko i wyłącznie jego sprawa. Ja i tak prawdopodobnie nie usłyszę uwag prosto w twarz, bo sama unikam imprez i bankietów, nie pozuję do zdjęć i zwracam wszystkie zaproszenia. Znam życie gwiazd od podszewki. Wiem, jak ono wygląda naprawdę i że wcale nie jest ono zabawne.

Pewnie śmieją się z Pani ci, którzy uważają, że bywanie na imprezach to fajna sprawa.
- Tylko ludziom z zewnątrz wydaje się, że to jest przyjemne. Ja wiem, że to nieprawda i wcale tego nie chcę. Dlatego jeżeli już chcę gdzieś pójść, zdecydowanie wolę iść z znajomymi tam, gdzie nie ma kamer i fleszy aparatów. Jestem w tym konsekwentna do bólu. Unikam zdjęć i pojawiam się tylko wtedy, gdy muszę, np. na prezentacjach ramówek TVN. W innych okolicznościach nikt mnie na imprezę nawet siłą nie zaciągnie.

Czyli nie ma Pani ochoty oglądać z bliska "magla", o którym Pani mówi w swoim programie?
- Wcale mnie tam nie ciągnie, wiem, jak działa. Z ludźmi, nawet z tymi z pierwszych stron gazet, zawsze mogę spotkać się prywatnie, z dala od wydarzeń medialnych.

Ale gdyby pojawiła się Pani kilka razy tam, gdzie bywać wypada, może mogłaby Pani dostać kolejny własny program?
- Słyszałam takie opinie, ale oświadczam, że "Magiel towarzyski" mi wystarcza i nie oczekuję więcej. Cieszy mnie, że widzowie go oglądają. Nie raz pojawiały się różne propozycje dla mnie i Tomasza Kina, z którym pracuję, ale zawsze je odrzucaliśmy. Chodzi o to, żeby być wiarygodnym dla innych. Nigdy nie będziemy jak Marcin Prokop i Dorota Wellman, bo to byłoby po prostu śmieszne.

Agnieszka Pacuła

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Reklama