Reklama

Kwiatkowska nienawidzi dowcipów

Poniedziałek, 7 maja 2012 (15:43)

Jej parodię Dody, Krystyny Jandy czy Magdy Gessler u Szymona Majewskiego znają wszyscy. Tymczasem Katarzyna Kwiatkowska zdjęła maskę i z powodzeniem gra w dwóch serialach "Reguły gry" oraz "Aida". Co ciekawe, swoją przyszłość zaplanowała już w wieku pięciu lat.

Zdjęcie

/    /AKPA
/ /AKPA

Do niedawna znana byłaś głównie jako parodystka w programie "Szymon Majewski Show". Teraz grasz w dwóch popularnych serialach. Polubiłaś popularność?

- Nie jestem bardzo popularna czy rozpoznawalna. Nie prześladują mnie paparazzi, a jeśli w sklepie pozna mnie jakaś ekspedientka, to jest to zawsze dla mnie bardzo miłe.

Zdjęcie

/ /AKPA

Podobno swoją przyszłość zaplanowałaś w wieku pięciu lat?

- Tak (śmiech), już w przedszkolu lubiłam występować - śpiewać, mówić wierszyki. Zamęczałam tym moją rodzinę. Przychodziłam z przedszkola i mówiłam mojej babci, że jestem jakąś tam koleżanką, bo wtedy było mi łatwiej występować. I jako ta koleżanka robiłam przedstawienie przed babcią. A trwało to bez końca. Teraz myślę, że chwilami musiało to być nieznośne.

Zdjęcie

Katarzyna Kwiatkowska i Jan Jankowski w serialu "Reguły gry"
/ /AKPA

Rodzina ze spokojem przyjęła Twoją decyzję o szkole aktorskiej?

- Tak, mama chciała, abym była szczęśliwa i wspierała mnie w moich pomysłach. Wierzyła we mnie i uważała, że jestem zdolna. Oczywiście miałam alternatywę - gdybym nie dostała się na studia aktorskie, poszłabym na romanistykę.

Masz uzdolnionych artystycznie przodków?

- Mój dziadek był dziennikarzem i napisał nawet jeden kryminał, a mój pradziadek był aforystą. Tłumaczył z chińskiego i japońskiego aforyzmy, które wydał w tomiku "Parasol noś i przy pogodzie". Był totalnym poliglotą.

Odziedziczyłaś po nim te zdolności?

- Tak, chociaż nie jestem tak perfekcyjna jak pradziadek. Mówię w paru językach, ale żaden z ich nie jest tak perfekt jak bym chciała. Robię wielkie zakusy, aby któryś z tych języków doprowadzić do wymarzonego ideału, wyszlifować. Dość dobrze mówię po włosku, z którym stykałam się od dziecka, ponieważ mam rodzinę w tym kraju. Miałam też rozszerzony francuski w liceum i zdałam maturę z tego języka. Niedawno zaczęłam uczyć się angielskiego, i teraz już w miarę dobrze mówię.

Czyli masz ucho, które słyszy?

- Lubię uczyć się języków. Gdy jechałam do Japonii, nauczyłam się trochę podstaw japońskiego. W Kenii przyswoiłam odrobinę suahili - parę słów i piosenkę, którą Kenijczycy często śpiewają na powitanie. Czasami znajomość nawet niewielu słów pomaga przełamać lody i zyskać sympatię tubylców.

Dużo jeździsz po świecie?

- Podróże są dla mnie dużą przyjemnością i właśnie planuję kolejną wyprawę w odległe miejsca. Być może będzie to Floryda, a może Teneryfa.

Znajdujesz czas na takie wyprawy?

- Zobaczymy, co będzie się działo u Szymona Majewskiego, jak często będę potrzebna. Poza tym w połowie maja zaczynamy drugą transzę "Reguł gry", więc na pewno będę musiała jakoś to sobie dobrze zorganizować.

Grasz w dwóch serialach jednocześnie - "Aidzie" i "Regułach gry". Która rola jest bardziej wymagająca, ciekawsza dla Ciebie?

- Pewnie dziwnie to zabrzmi, ale postać prostytutki Pauli z "Aidy" była mi bliższa. Ale oczywiście dużą przyjemność sprawia mi granie postaci z "Reguł gry" i ostatnio zaczęło mi się ją lepiej rozumieć. Ale początki były trudne.

Dlaczego?

- To jest tak inna ode mnie postać, taka daleka. W 90 procentach przypadków nie zachowałabym się tak jak ona - nie ubieram się tak jak ona, nie mam takich poglądów, nie chciałabym mieć takiego męża, ani takiego mieszkania. Ale to ciekawe grać kogoś tak różnego od siebie. Po dwóch tygodniach błądzenia w ciemnościach, coś mi kliknęło i zaczęłam znajdować humorystyczne aspekty w tej postaci. Mam nadzieję, że nie zaczęłam szarżować.

Często bywa, że kabareciarze czy parodyści wcale nie są wesołymi ludźmi. A jaka jesteś Ty?

- Po pierwsze ja nie jestem ani kabareciarką, ani parodystką, tylko aktorką. Jestem oczywiście kojarzona z repertuarem komediowym i przez to ludzie spodziewają się, że nawet przy przypadkowym spotkaniu zaraz będą fajerwerki humoru. A często tak nie jest. Niedawno weszłam do kiosku i nawet jeszcze nie powiedziałam "dzień dobry", a sprzedawczyni już się uśmiała. I czekała, aż zrobię coś śmiesznego. Bardzo lubię się śmiać, ale jestem zdrowa psychicznie, w związku z tym nie robię tego ciągle.

Jakie masz usposobienie, pomijając, rzecz jasna, te gorsze dni?

- Jestem raczej pogodnie usposobiona i zawsze szukam okazji do żartu, ale bywam także wybuchowa. Dość łatwo puszczają mi nerwy, ale pracuję nad tym!

Co Cię śmieszy do łez, a jakiego rodzaju dowcipu nie lubisz?

- Nienawidzę dowcipów. Uważam, że jest niewielka grupka ludzi, która rzeczywiście potrafi opowiadać dowcipy. Wśród nich jest Marcin Dorociński i Ewa Konstancja Bułhak, którzy robią to rewelacyjnie. Ale oprócz nich mało kto to potrafi. Wolę, gdy ktoś dobrze opowiada anegdoty z życia wzięte. Czasem śmieszą mnie proste rzeczy, z pozoru nieśmieszne. Bawią mnie również dobre komedie, na przykład Marka Koterskiego czy Juliusza Machulskiego. Za kabaretem także nie przepadam, a jeśli już to tylko "Spadkobiercy".

Czy na prywatnych imprezach towarzyskich proszona jesteś o sparodiowanie kogoś?

- Na szczęście bardzo rzadko. Najczęściej, gdy poznaję kogoś nowego. Bywa że jakaś nowa charakteryzatorka poprosi mnie, abym "zrobiła" Dodę albo kogoś innego.

Twoje umiejętności to duży talent. W jaki sposób wybierasz ofiary do sparodiowania?

- Ktoś musi mnie zainspirować, mieć w sobie to "coś", jakąś charakterystyczność, która mnie zaintryguje. Może to być ciekawy sposób mówienia, poruszania się. A czasem po prostu ktoś mnie wkurza. Jest przegięty, beznadziejny, opowiada głupie rzeczy i jeszcze dochodzi specyficzny sposób mówienia. Wtedy aż się prosi, aby z kogoś takiego porobić sobie żarty. 

Edyta Karczewska-Madej - AKPA

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

teletydzien.pl/AKPA

Reklama