Reklama

Łukasz Fabiański: Potrafimy walczyć do końca

Piątek, 23 grudnia 2016 (09:39)

Był jednym z naszych bohaterów podczas EURO 2016. Kibiców Łukasz Fabiański zachwycił swoimi paradami, ale też skromnością i odpowiedzialnością. Nam opowiada, jak reprezentacja musi zagrać w najbliższych meczach.

Cieszysz się, że kadra potrafi stworzyć widowiska dla ludzi o mocnych nerwach?

Jeżeli ktoś myśli, że robimy to specjalnie, to się myli. (śmiech) Nasze ostatnie mecze to była ciężka walka. Z Armenią chcieliśmy rozstrzygnąć wynik o wiele szybciej. Jednak nie udało się i musieliśmy do końca ciężko pracować na 3 punkty. Mam nadzieję, że będzie to dla nas nauczka na przyszłość. Chociaż z drugiej strony... Jeżeli będziemy tak wygrywać, to chyba nie ma co narzekać. (śmiech)

W 92. minucie meczu z Armenią na chwilę stanęły serca kibiców. To było wtedy, gdy jeden z rywali ruszył samotnie na Twoją bramkę. Jak się wtedy czułeś?

Normalnie! Ten zawodnik był lewonożny. A musiał biec z prawej strony i to nie do końca mu pasowało. Dlatego spokojnie poczekałem i kontrolowałem jego ruchy. Na szczęście, nie wykorzystał sytuacji, co było dla nas zbawienne! Potem był „Lewy”, gol i koniec.

Łatwo Ci mówić, ale na stadionie kilka zawałów było!

Ale my, jako zawodnicy, nie możemy pozwolić sobie na to, by się denerwować. Niezależnie od tego, co się dzieje na boisku, zawsze trzeba zachować zimną krew i walczyć do końca. Taka postawa przyniosła nam sukces wiele razy. Czy to były karne we Francji, czy gol Roberta w ostatniej sekundzie z Ormianami.

A nie chciałeś sam w tych ostatnich sekundach pobiec w pole karne Ormian?

Nie. Przecież i tak mieliśmy o jednego zawodnika więcej. Muszę się jednak przyznać do czegoś innego. Wierzyłem, że stać nas na strzelenie tej bramki. Bo to jest siła naszej drużyny – potrafimy walczyć do końca!

Jak przeżywasz grę kolegów z ataku? Niecierpliwisz się?

Nie za bardzo. Muszę być skoncentrowany, by w każdej chwili pomóc drużynie. Cierpliwość ważniejsza jest właśnie dla kolegów z ofensywy, którzy czasami muszą długo męczyć się, by oszukać obronę rywali.

Po każdym z meczów praktycznie można stwierdzać to samo: pierwsi strzelacie bramkę, potem rywale kontrują i do końca jest horror!

Po prostu ułatwiamy pracę dziennikarzom! (śmiech) Z góry wiedzą, o co nas pytać.

Co się zmieniło od czasu EURO? We Francji defensywa to był nasz atut. A teraz... Czy to jest frustrujące, że tracimy tyle bramek?

Nie, bez przesady. Wiem, że to idealny moment dla mediów, by trochę po nas jeździć. Rozumiem to. Ja jednak jestem osobą, która nie lubi jątrzyć. Wszystko przyjmuję na chłodno. Taka jest piłka, taki jest sport! Nie zawsze wszystko będzie idealnie i pięknie. My też chcielibyśmy wygrywać po 3, 4 do zera. Ale nie zawsze tak się da.

Mamy na koncie 7 punktów. Nasz kolejny rywal ma o dwa oczka mniej. Ostatnio piłkarze Christopha Dauma tylko zremiso wali z Kazachstanem. Co powiesz o naszej sytuacji w grupie?

Jest spoko! (śmiech). Musimy jednak pamiętać, że to dopiero początek eliminacji. Gdzieś tam w głowie siedzi taka wkurzająca myśl o tym, że wielka szkoda tych straconych punktów z Kazachstanem. Ale trzeba szanować to, co mamy. Cieszymy się tym, że jesteśmy niepokonani w Warszawie. A teraz czas na spotkanie z Rumunią.

Musi być pełna koncentracja, bo w Bukareszcie powalczymy o pełną pulę. Po tym zwycięstwie czekać nas będzie spokojna zima.

Rumunia to zespół, który lubi otwarty futbol. Raczej więc nie będzie powtórki z meczów z Kazachstanem i Armenią.

Pewnie, że zawsze łatwiej się gra, kiedy mecz jest otwarty. Widowisko tylko na tym zyskuje, kiedy obie drużyny atakują. Myślę, że to będzie ciekawy mecz dla wszystkich kibiców.

A jaki to będzie mecz dla Ciebie? Łatwiejszy czy trudniejszy?

Dla mnie nie ma większej różnicy, jaki styl prezentuje rywal. I tak zawsze jestem skoncentrowany na maksa.

Rozmawiał Piotr Wójcik

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama