Reklama

Maja Ostaszewska o swojej roli w serialu "Druga szansa"

Wtorek, 5 kwietnia 2016 (13:34)

Piękna, zdolna i często nagradzana. Teraz w roli... kury domowej. – Bardzo miło jest mi grać Lidkę – mówi nam Maja Ostaszewska.

Pani bohaterka, Lidka w serialu „Druga szansa” i Monika (Małgorzata Kożuchowska), to siostry rodzone, ale jakże inne! Pierwsza postawiła na karierę, udało jej się wejść na sam szczyt show-biznesu, druga zadowala się pielęgnowaniem domowego ogniska, jest tylko zwyczajną „kurą domową”…

Nie ma nic złego w byciu „kurą domową”, jeśli czujemy się w tym spełnione. Lidka jest wspaniałą matką, żoną, córką, no i siostrą, bo jak już wiemy, nie pytając o nic, przygarnia Monikę w momencie życiowej katastrofy, opiekuje się nią, wspiera, dodaje sił. Taka siostra to skarb i bardzo miło się w tę postać wcielać.

Męża Lidki, Grzegorza, gra Wojciech Mecwaldowski, który w jednym z wywiadów powiedział, że przyjął tę rolę ze względu na Panią…

O, jak miło (uśmiech). Ja również cenię talent i osobowość aktorską Wojtka. Ostatnio zachwycił mnie rolą w „11 minutach” Jerzego Skolimowskiego. Dotąd nie mieliśmy okazji zagrać razem, teraz już wiem, że pracuje się z nim fan tastycznie, jest pomysłowy i odważny – nie boi się pokazać złej strony swojego bohatera.

Dodam, że w ogóle obsada „Drugiej szansy” to strzał w dziesiątkę, z Małgosią Kożuchowską w głównej, jakby wymarzonej dla niej roli, którą gra lekko, z ogromnym wdziękiem, z naszymi rodzicami, wspaniałym duetem aktorskim: Małgorzatą Niemirską i Kazimierzem Kaczorem.

Do tego cudne, inteligentne dzieciaki, Ewa i Maks, jako Kalinka i Jaś.

Pani ma dwójkę dzieci w podobnym wieku.

Zgadza się. Nasz Franek ma osiem lat, Janusia sześć, ogarnianie więc codziennych spraw domowych znam z autopsji. Ale na tym się kończą moje podobieństwa z Lidką, mam potrzebę realizowania się również na polu zawodowym, staram się łączyć te dwa obszary. Rodzina jest dla mnie priorytetowa, ale nie wyobrażam sobie życia bez pracy – teatr, film są ciągle moją wielką pasją.

Jest Pani aktorką uhonorowaną wieloma nagrodami, m.in. Telekamerą w roku 2012, zdobytą głosami czytelników Tele Tygodnia. W ub.r. Polska Akademia Filmowa przyznała Pani Orła za rolę w filmie „Jack Strong” w reżyserii Władysława Pasikowskiego, w tym roku – znów nominacja, tym razem za rolę w „Body/Ciało” Małgorzaty Szumowskiej, w kategorii „najlepsza aktorka”. Werdykt zostanie ogłoszony 7 marca, czyli w dniu, kiedy ukaże się niniejszy wywiad. Czuje Pani tremę?

Tremę? Nie! Mam wspaniałe konkurentki – Agatę Kuleszę i Gabrysię Muskałę, obie również nominowane w tej kategorii i myślę, że bez względu na to, która z nas wygra, będziemy sobie serdecznie gratulowały nawzajem! Jestem szczęśliwa z samej nominacji.

Aktorstwo ma Pani zapisane w genach, zawód ten uprawiała Pani babcia, Krystyna Ostaszewska – ponoć bardzo ją Pani przypomina…

Tak mówią, że jestem podobna i z wyglądu, i ze sposobu grania. Wielokrotnie słyszałam te słowa z ust moich profesorów z krakowskiej PWST, którzy występowali z nią w Teatrze Rapsodycznym i Starym w Krakowie.

Wiem to również od swego taty, który miał 19 lat, gdy babcia zmarła... Za każdym razem, kiedy słyszę te porównania, ogarnia mnie wzruszenie i żal, że nie dane było mi jej poznać.

Rozmawiała Jolanta Majewska-Machaj

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama