Reklama

Michał Olszański: Bilans wychodzi na plus

Piątek, 23 grudnia 2016 (09:39)

Prowadzi program, który widzowie od lat darzą zaufaniem. I nic w tym dziwnego, bo Michał Olszański po prostu lubi ludzi, a energia, którą im daje, do niego wraca.

Magazyn Ekspresu Reporterów”, którego jest Pan gospodarzem, od kilkunastu lat cieszy się niesłabnącą popularnością. Skąd taki sukces?

Przede wszystkim nasz program jest wiarygodny. Dalej – sprawdza się formuła z przewagą materiałów z terenu i „krótkim studiem”, gdzie wprowadzam i komentuję omawiane tematy.

Cieszy mnie, że zostałem zaakceptowany w roli prowadzącego, niemniej zawsze podkreślałem, że siłą programu są nasze ekipy, które docierają tam, gdzie trzeba działać. A nade wszystko trzon redakcji: Barbara Paciorkowska, Dorota Roman, Tomasz Polaski i Waldemar Baczuń.

Swoją drogą, ciekawe, jak telewizja potrafi zmieniać rzeczywistość, a pojawienie się kamer pomaga podejmować lepsze decyzje.

Występuje Pan również w „Pytaniu na śniadanie”.

To zupełnie inny rodzaj progra mu, inne dziennikarstwo – bynajmniej nie pośledniejsze. Wręcz przeciwnie, poprzeczka ustawiona jest wysoko, a poziom trudności prowadzenia 3-godzinnego programu „na żywo”, w rozrzucie tematycznym od kulinariów, przez modę, po zagadnienia społeczne, polityczne, światopoglądowe, wymaga nie lada odporności i przygotowania.

Jest jeszcze radio…

Od niego wszystko się zaczęło, pozostaje wciąż moim medium numer jeden, a przy tym ZUS-owską matką, bo właśnie tu mam etat. Zaczynałem w Radiu Kolor u Wojciecha Manna i Krzysztofa Materny, potem związałem się z Trójką, gdzie pracuję od ponad 20 lat.

Doczekałem się własnej audycji „Godzina prawdy”. Niedawno mówiono mi o rodzinie, która słuchała mojego programu w drodze do supermarketu. Posiedzieli w aucie jeszcze 20 minut do końca wywiadu, dopiero potem poszli po zakupy.

Jest Pan człowiekiem spełnionym zawodowo i rodzinnie – to szczęście czy efekt ciężkiej pracy?

Po części to i to. Udało mi się wyjść z pełnego ciepła domu rodzinnego, w którym uczono nas wzajemnego wsparcia i otwartości na świat. Lubię ludzi, mam poczucie, że mogę im coś zaoferować – a to stara prawda, że pozytywna energia wraca, uskrzydla, dodaje sił.

Z moją żoną, Magdą, będziemy w przyszłym roku obchodzić 40-lecie ślubu, doczekaliśmy się dwóch wspaniałych synów, Janka i Antka, supersynowej Małgosi i dwóch kochanych wnuczek, Nadii i Liwki.

Starsza, Nadia, ma 7 lat, poszła już do szkoły, w tym roku zamierzam nauczyć ją jeździć na nartach, które są moją wielką pasją. Mam nadzieję, że jej się też spodoba. Żyjemy wszyscy w zgodzie i miłości. Patrząc na to, czego udało mi się dokonać przez te moje 62 lata, muszę przyznać, że bilans wychodzi na plus.

Czy jest coś, o czym Pan marzy? Wygląda na to, że wszystko Pan ma.

Nie doczekałem się upragnionej Telekamery. „Magazyn Ekspresu Reporterów” został nią uhonorowany trzykrotnie, ja zaś, indywidualnie, zdobywam tradycyjnie 2. miejsce.

Dariusz Szpakowski, nagrodzony po latach wyczekiwania w tym roku, często powtarza: – Spokojnie, na ciebie też przyjdzie czas… W duchu liczę na to, że jego słowa się spełnią. (śmiech)

Rozmawiała Jolanta Majewska-Machaj

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama