Reklama

Mój Nocul taki już jest

Wtorek, 24 stycznia 2012 (09:42)

Michał Piela kojarzony jest głównie z postacią aspiranta w "Ojcu Mateuszu". A jednak nie przeszkadza mu to, bo wierzy, że czekają na niego jeszcze inne role. - Tylko nic na siłę - mówi.

Zdjęcie

  Michał Piela /Agencja W. Impact
  Michał Piela
/Agencja W. Impact

Przed aspirantem Noculem kolejne przygody.

- Czekają go nowe wyzwania i zagadki kryminalne. Mietek Nocul będzie też obchodził dwudziestą rocznicę ślubu, a uroczysta kolacja, na którą zaprosił żonę, nieoczekiwanie zakończy się małym skandalem.

Zdjęcie

  Aspirant Nocul we własnej osobie
/AKPA

Nie znudził się Panu jeszcze ten bohater?

- Zawsze staram się bronić bohaterów, których gram, nawet jeśli źle postępują. A poważnie mówiąc, lubię role, które są niejednoznaczne, przedstawiają bohatera zarówno z tej lepszej, jak i gorszej strony. Mój Nocul taki właśnie jest. Dzięki niemu zupełnie obcy ludzie podchodzą do mnie na ulicy i z uśmiechem pytają, gdzie zgubiłem księdza Mateusza i komendanta Możejkę. To sympatyczne, bardzo pozytywne reakcje.

Nie boli jednak Pana, że Michał Piela kojarzony jest głównie z "Ojcem Mateuszem"?

- Przekleństwo jednej roli to znany syndrom w branży filmowej (śmiech). Zdarza się, że młody aktor dostaje nagrodę za debiut i potem głupio proponować mu coś mniejszego, drugoplanowego. Pracuję w zawodzie dość krótko i cieszę się, że dano mi szansę pokazania się w tym serialu. I to z bardziej doświadczonymi ode mnie aktorami.

Rola Nocula jest pierwszą znaczącą w Pana karierze. Nie żałuje Pan, że przyszła dopiero pięć lat po skończeniu szkoły aktorskiej?

- Absolutnie nie. W aktorstwie nie ma reguł. Jedni grają zaraz po studiach, by po roku, dwóch zniknąć na zawsze. Inni przez lata dojrzewają, szkolą swój warsztat i w końcu dostają szansę od losu. W Polsce jest wiele takich budujących przykładów, jak choćby mój ulubiony aktor Marcin Dorociński. Klasa sama w sobie. Dlatego nie zgadzam się ze stwierdzeniami, jakie pojawiają się zazwyczaj po śmierci któregoś z aktorów ze starszego pokolenia, że odeszli najwybitniejsi i najlepsi artyści, których nikt i nic nie zastąpi.W naszym kraju jest mnóstwo młodych talentów. Sęk w tym, aby je w odpowiednim czasie odnaleźć.

Chce Pan powiedzieć, że wszystko jeszcze przed Panem?

Cytat

W naszym kraju jest mnóstwo młodych talentów. Sęk w tym, aby je w odpowiednim czasie odnaleźć.

- Mam taką cichą nadzieję. Wychodzę jednak z założenia, że nic na siłę. Na razie skupiam się na grze w teatrze. Obecnie można mnie zobaczyć w warszawskiej Syrenie w "Ławce rezerwowych". To ironiczna opowieść o upadłych gwiazdach futbolu, które ciągle łudzą się, że wystąpią jeszcze w reprezentacji Polski. Jestem w tym spektaklu bramkarzem, co jest o tyle zabawne, że jako dzieciak grałem na tej strategicznej pozycji. Koledzy byli święcie przekonani, że swoją wielką posturą zablokuję całą bramkę, co, trzeba przyznać, do pewnego czasu się sprawdzało.

A na mecze piłkarskie Pan chodzi?

- Nie jestem aż tak zagorzałym kibicem. Wolę obejrzeć transmisję z przyjaciółmi, takie spotkania silnie umacniają z nimi więź. Dobrze się również relaksuję oglądając horrory czy czytając kryminały. Lubię pograć na Play Station. Ostatnio nie mam jednak zbyt wiele czasu na tego typu przyjemności.

Rozmawiał Artur Krasicki

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama