Reklama

Monika Richardson znów w TVP

Poniedziałek, 13 maja 2013 (14:41)

Skutecznie przekonywała widzów, że „Europa da się lubić”. Potem zniknęła z TVP. Wróciła i od kilku tygodni razem ze Zbigniewem Zamachowskim prowadzi piątkowe wydanie porannego magazynu Dwójki.

Co sprawiło, że zdecydowała się pani wrócić na Woronicza?

– Propozycję prowadzenia piątkowego wydania „Pytania na śniadanie” złożył mi dyrektor TVP 2, Jerzy Kapuściński, w listopadzie ubiegłego roku. Dlatego też złożyłam wymówienie w TTV.

Od dłuższego czasu nie czułam się komfortowo w plotkarskiej formule programu, który prowadziłam, więc z dużą ulgą przyjęłam szansę na powrót do macierzystej stacji.

Program prowadzi pani wspólnie z życiowym partnerem – Zbigniewem Zamachowskim. Połączenie życia zawodowego z prywatnym to przepis na udany związek?

– Byłam zaskoczona i ucieszona, że Zbyszek zgodził się na to wyzwanie. Nie wiem, jak długo uda mu się godzić wszystkie zawodowe obowiązki, jest przecież aktorem Teatru Narodowego i za chwilę zaczyna próby do nowego spektaklu, gra w Teatrze Syrena i w Polonii, ale przede wszystkim, jest aktorem filmowym, a plan filmowy źle znosi konkurencję.

Na razie skończyły się zdjęcia do najnowszego filmu Władysława Pasikowskiego „Jack Strong”. Mam nadzieję, że aktorstwo nie zabierze mi go zbyt szybko. Pracuje nam się świetnie, bo w „Pytaniu...” Zbyszek jest po prostu sobą: ciekawym świata i ludzi człowiekiem.

Dzieli się z nim pani swoim doświadczeniem?

– Zbyszek nie potrzebuje moich rad. Ludzie lubią i chcą z nim rozmawiać, a w tego typu magazynie to najważniejsze. Telewizyjno-prezenterską stronę zabezpieczam ja.

Coś panią zaskoczyło w „nowej-starej” pracy?

– Największym zaskoczeniem była wielka pomoc młodych, świetnie zorientowanych reporterów i redaktorów, dokumentalistów i kierowników produkcji, którzy tworzą ten program.

Jestem im wdzięczna za dobre przyjęcie, co nie było wcale takie oczywiste, zważywszy że od co najmniej roku trudno przeczytać coś pozytywnego na mój temat w mediach tabloidowych.

– Wiedziałam, że o światło, dźwięk i pracę kamer nie będę musiała się w tym programie martwić: spotkałam swoich starych współpracowników, zawodowców na wagę złota – mówi Richardson zespole współtworzącym magazyn.

Ma pani w planach jakieś nowe telewizyjne projekty?

– Nie wybieram się już nigdzie, a do emerytury mam jeszcze trochę czasu, więc pewnie niebawem coś wymyślę (śmiech).

Rozmawiała: Joanna Bogiel-Jażdżyk

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama