Reklama

Niklińska dorosła do relacji z mamą

Czwartek, 7 czerwca 2012 (06:00)

Maria Niklińska odziedziczyła po mamie, Jolancie Fajkowskiej, nie tylko urodę, ale również upór zodiakalnego Koziorożca i pasję do mediów. Jednak, chcąc uniknąć porównywań, wybrała aktorstwo zamiast dziennikarstwa. A z mamą, zamiast konkurować, woli spędzać czas na kobiecych przyjemnościach i rozmowach o ciuchach.

Zdjęcie

Maria Niklińska, Jolanta Fajkowska /fot  /AKPA
Maria Niklińska, Jolanta Fajkowska
/fot /AKPA

Często słyszysz, że jesteś podobna do mamy?

- Rzeczywiście, często to słyszę, ale, kiedy spoglądam w lustro, nie widzę tego. Mam wrażenie, że jesteśmy bardzo różne. Zawsze jednak takie porównanie przyjmuję jako duży komplement, ponieważ moja mama jest piękną kobietą.

A charaktery macie podobne?

- I tak, i nie. Ja jestem bardziej otwarta i spontanicznie okazuję emocje, a mama z większym dystansem podchodzi do ludzi. To chyba najbardziej widoczna różnica. A podobieństwa? Obie jesteśmy zodiakalnymi Koziorożcami, więc jesteśmy ambitne, pracowite i konsekwentnie dążymy do celu. Może też jesteśmy odrobinę uparte.

Zdjęcie

/fot /AKPA

Czy ten upór czasem przeszkadza się dogadać?

- Był taki moment, że faktycznie nie było nam łatwo się dogadać. Ale chyba nie do końca wynikało to tylko z naszych cech charakteru. Córki czasami się buntują. Teraz mamy dobre relacje.

Nie ma między Wami nutki rywalizacji?

- Absolutnie nie. Obie pracujemy w mediach, a jednak nasze prace bardzo się różnią. Mamie zdarzyło się wystąpić w filmie, ale grała tam samą siebie, dziennikarkę. Dla mnie z kolei dziennikarstwo to w pewnym sensie drugi zawód. Zaczęłam pracować jako dziecko. Przeprowadzałam wywiady, pisałam i tłumaczyłam teksty. Dziś jednak pracuję jako aktorka i to daje mi satysfakcję.

Chodzisz na zakupy z mamą?

- Nie chodzimy razem na zakupy, ale coraz częściej doradzamy sobie wzajemnie. Ja chętnie korzystam z jej doświadczenia i elegancji, ale widzę też, że mama docenia moje świeże spojrzenie.

Ubierałaś lalki w dzieciństwie?

- Zdecydowanie, to była jedna z moich ulubionych zabaw. Myślę, że wiele dziewczynek ma taki etap. Dzięki temu uczymy się eksperymentować z ubiorem. Dla mnie ważne jest to, żeby ubrania wyrażały nasz aktualny nastrój i stan ducha.

Czerpiesz inspiracje z wybiegów polskich projektantów?

- Mam kilku swoich ulubionych projektantów. Czasem mam okazję włożyć ich kreacje zanim zostaną pokazane na wybiegu. Ale nie bywam często na pokazach mody.

Czy kupując rzeczy na co dzień, zwracasz uwagę na metkę?

- Tak, zdarza się, że polubię daną markę i jestem jej wierna. Coraz więcej projektantów, oprócz strojów wieczorowych, proponuje ciekawe ubrania casualowe, więc jest w czym wybierać. W mojej szafie są rzeczy i od projektantów, i z popularnych sieciówek. Lubię je ze sobą łączyć i tworzyć swoje zestawy. Czasem mam ochotę na coś ostrzejszego, innym razem - delikatnego.

Porozmawiajmy o pracy. W serialu "Na Wspólnej" grasz Amerykankę polskiego pochodzenia, Nicole Sulinsky. Twoja bohaterka zostanie z mężem w Polsce czy wróci do Stanów?

- Z mężem wszystko sobie wyjaśnili i zaczyna im się układać, więc zostanie w Polsce. Będzie ciągle uczyć angielskiego, a scenarzyści już dopisują Nicole kolejne perypetie.

Widzowie mogą oglądać Cię też w "Klanie". Czy jeszcze gdzieś się pojawisz?

- Gram teraz w serialu kryminalnym "Na krawędzi". To opowieść o kobiecie, która mści się za wyrządzone krzywdy. Prace już trwają, ale widzowie muszą uzbroić się w cierpliwość, bo w telewizji pojawi się on za kilka miesięcy. Wcielam się tam w córkę głównej bohaterki, Marty, którą gra Urszula Grabowska. 

Ewa Pokrywa

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

teletydzien.pl/AKPA

Reklama