Reklama

Patryk Mikiciuk. Samochód ma charakter

Poniedziałek, 22 września 2014 (14:36)

Miłość do czterech kółek odziedziczył po rodzicach. – Nie rozumiem ludzi, których pasją nie są samochody – przyznaje. Nam opowiedział, jakie auta kręcą go najbardziej i zdradził szczegóły nowego programu.

Skąd się wzięła u Pana pasja do samochodów?

– Nie wyobrażam sobie życia bez samochodów. Nie wybierałem swojej pasji, ja się z nią urodziłem – dzięki rodzicom, którzy mają muzeum motoryzacji w Otrębusach.

Tę pasję może Pan rozwijać w „Automaniaku”, ale w tym programie walczy Pan też z motoryzacyjnymi stereotypami.

– Staramy się przede wszystkim pokazać coś, co nas interesuje. Zdarza się, że mamy założenia dotyczące pewnego samochodu, gdzie wydaje się nam, że powinien mieć znane nam osiągi, a okazuje się, że nie, że jest odwrotnie. Z samochodami jest tak, że nie liczy się to, czy są o te pół sekundy wolniejsze czy szybsze. Chodzi o samą frajdę z prowadzenia, bo auto ma być najlepsze dla konkretnego użytkownika.

A przygotowując się do „Legend PRL-u” trudno było znaleźć przykłady? Polska nie była i nadal nie jest potęgą motoryzacyjną.

– Jak zaczynałem, wszyscy byli sceptyczni, mówiąc, że to jest program na jeden sezon, bo za mało było przykładów. Ale okazało się, że tych pojazdów jest dużo i mamy w czym wybierać. Uwielbiam prototypy, bo to są samochody wyjątkowe. Żaden z nich nie jest doskonały, bo takie są właśnie zasady wstępnych projektów konstrukcyjnych, ale często są to efekty wizji konstruktorów, którzy chcieli sami coś stworzyć.

Jesienią zobaczymy Pana w nowym telewizyjnym projekcie.

– To program o samochodach filmowych. Jest mnóstwo takich produkcji. Moim ulubionym jest „Ronin” z wielkim pościgiem ulicami Paryża. Do pierwszego odcinka robiliśmy jeden z kultowych filmów – „Bullitt” ze Stevem McQueenem z 1968 roku. Tam jest 10 minutowa scena pościgu z dodgem chargerem i to jest jedna z najlepszych scen samochodowych. Kręcili ją trzy tygodnie na zamkniętych ulicach San Francisco.

Próbowaliśmy przełożyć te sceny z filmu na dzisiejsze realia. Zrobiliśmy porównawcze sceny na lotnisku. Mustang, którego użyliśmy był doskonały i zachowywał się identycznie jak w filmie. Palił opony, robił kontrolowane poślizgi. Wyglądało to niesamowicie.

Jakie jeszcze filmy weźmiecie na warsztat?

– „Szybcy i wściekli”, „Transformers”, „Włoską robotę”. Pokażemy kulisy takich pościgów. Np. co się dzieje z samochodem po wyskoku – po wylądowaniu samochód przeważnie nie nadaje się do dalszej jazdy. Inaczej niż w filmach, więc będziemy trochę obalali mity.

Rozm. WOJCIECH SKROK

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama