Reklama

Paulina Chylewska o najlepszym budziku

Poniedziałek, 25 marca 2013 (09:51)

Uwielbia spać, ale kiedy prowadzi magazyn śniadaniowy, dzielnie wstaje o czwartej rano. – To prawdziwa tortura – ocenia prezenterka. – Jednak pochwały widzów są dla mnie najlepszą rekompensatą.

Zdjęcie

– Jestem „sową”, więc pobudka  o świcie przychodzi mi z trudem  – zdradza Paulina  Chylewska. /East News Poland SP.Z O.O.
– Jestem „sową”, więc pobudka o świcie przychodzi mi z trudem – zdradza Paulina Chylewska.
/East News Poland SP.Z O.O.

Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje. Zgadza się Pani z tym powiedzeniem?

– Kto rano... ten się nie wyśpi (śmiech). Ale w moim przypadku wczesne wstawanie to także zastrzyk adrenaliny. Kiedy tuż przed szóstą słyszysz: „3, 2, 1 do anteny”, a potem magiczne „jesteś”, to zapewniam – nie ma lepszego budzika! Niestety, energii wystarcza tylko na czas trwania programu, później jest gorzej. Bez godzinnej drzemki w ciągu dnia, nie da rady.

Gdyby kilka lat temu powiedziano, że będzie Pani wstawać o czwartej rano do pracy uwierzyłaby Pani? Może Pani powiedzieć o sobie: „Jestem wiecznie niewyspana”?

– Na razie czuję się wiecznie niewyspana, bo jestem „sową”, a moja piętnastomiesięczna córka budzi mnie regularnie około godziny 6.30. Ale rzeczywiście, ze względu na to, że chodzę późno spać, praca o tak wczesnej porze jest dla mnie wyzwaniem. Kiedy zaczynałam w „Kawie czy herbacie?” myślałam, że można się do takiego rytmu dnia przyzwyczaić. Otóż nie można (śmiech). Pobudka w dniu programu to dla mnie tortura. Pokusa włączenia w telefonie „drzemki” jest ogromna, ale ryzyko zbyt duże, więc już po pierwszym dzwonku wstaję. Patrzę, jak moja rodzina w ciepłej pościeli przewraca się z boku na bok, z ciężkim sercem zakładam kurtkę i wychodzę.

Program kończy się o godzinie 8.30. Jak wygląda dalszy ciąg Pani dnia?

– Jeśli to tylko możliwe, a robię wszystko by tak było, drzemka jest obowiązkowa! Czasem jednak różne spotkania czy przygotowanie innych programów nie pozwalają na nią. Wtedy około godziny 16.00 przychodzi totalny kryzys. Mogłabym zasnąć w każdym miejscu, w każdej pozycji i w każdym towarzystwie. Pomaga mocna kawa oraz dzieci, którymi trzeba się zająć bez względu na zmęczenie. Jedno wiem na pewno – wieczorne wyjście do kina odpada. Próbowałam kilka razy i kilka filmów przespałam (śmiech).

W jaki sposób przygotowuje się Pani do programu?

– Przygotowania trwają około tygodnia. Część tematów znamy wcześniej, lecz staramy się być na bieżąco i większość z nich pojawia się na kilka dni, czasem na dzień przed emisją. Czytam dokumentację, dzwonię do gości, by omówić z nimi pewne kwestie, oglądam filmy, czytam książki, o których będziemy mówić. Najtrudniejsze w tej pracy – wstawanie. Największa satysfakcja – gdy widzowie nas oglądają, później komentują i komplementują.

A co się dzieje, kiedy któryś z gości nie dociera do studia?

– Najczęściej nie pojawiają się z dwóch powodów: snu lub pogody. Gdy spadnie w nocy nieprzewidywalna ilość śniegu, na bank ktoś nie dojedzie albo się spóźni. Wtedy przestawiamy kolejność rozmów, zaglądamy do kuchni, przygotowujemy dodatkowy przegląd prasy. Najczęściej robimy to w ten sposób, by widz nie zorientował się, że coś jest nie tak.

A jak Pani odpoczywa?

– Przyjaciółka powiedziała mi kiedyś, że jak są dzieci, to czas wyłącznie dla siebie ma się tylko w wannie, pod warunkiem, że zamkniesz się w łazience od środka (śmiech). Coś w tym jest, ale korzystając z pomocy męża, dziadków i niani znajduję czas, by wyskoczyć do kina, na zakupy, do kosmetyczki czy na spotkanie z przyjaciółmi. Najlepiej regeneruję się śpiąc, co w ostatnim czasie jest bardzo trudne. Zdarzają się też wieczory pod kocem, z ciepłą herbatą z malinami i książką – to lubię!

Rozmawiał: Artur Krasicki

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama