Reklama

Paulina Gałązka: Imponuje mi moja bohaterka

Czwartek, 15 października 2015 (10:32)

Widzowie „Pierwszej miłości” znają ją z roli roztrzepanej Joasi. Teraz w „Skazanych” ma do zagrania o wiele poważniejszą postać. Jak sobie radzi?

Najmłodsza, najmniej doświadczona, w dodatku w ciąży – to sprawia, że losy Marty z nowego serialu poruszają najmocniej pośród historii innych jego bohaterek?

Każda z nich ma swój dramat. W przypadku Marty jest to o tyle bardziej skomplikowane, że pochodzi z rodziny zastępczej, nigdy wcześniej nie zaznała prawdziwego ciepła, miłości, a u boku Rafała (Antoni Pawlicki) ziściły się jej marzenia o prawdziwym domu, szczęściu, stabilizacji.

Niestety, na krótko – tę idyllę zburzyło nagłe aresztowanie ukochanego, pod zarzutem morderstwa i odtąd  świat mojej bohaterki nigdy już nie będzie taki sam jak przedtem, jak sobie wymarzyła.

Podobno polubiła Pani tę postać?

Nie od początku. Przyznam, że denerwowała mnie jej naiwność. Jest takie angielskie słowo – „vulnerable” – które można tłumaczyć „podatna na zranienie” i to określenie doskonale opisuje Martę. Szybko jednak musiała dojrzeć, znaleźć siłę, by stawić czoło prawdzie, odkrywanej w miarę rozwoju zdarzeń – i przyznaję, że tym mi zaimponowała.

Taka Marta, odmieniona i zdeterminowana, znacznie bardziej mi się podoba, teraz rozumiem obie.

Zdaje się, że spory wpływ na tę przemianę miała Sylwia (Monika Krzywkowska)?

Tak, Marta, najpierw nieufna, z czasem zbliży się do doświadczonej i zaradnej Sylwii, która stanie się dla niej wzorem do naśladowania, autorytetem. Podobnie zresztą jak w innym, aktorskim wymiarze, jest nim dla mnie grająca ją Monika Krzywkowska – obdarzona charyzmą artystka, zawsze przygotowana, uśmiechnięta, przecudowna koleżanka.

Naprawdę lepiej trafić nie mogłam, jeśli chodzi o partnerowanie na planie. Dotyczy to też Antka Pawlickiego, który okazał się otwartym aktorem i dobrym kolegą.

Obecnie gra Pani w nowo powstającym filmie Andrzeja Wajdy?

To prawda, rolę mam niewielką, ale to dla mnie i tak ogromne szczęście pracować pod okiem Mistrza – aż serce rośnie! Film opowiadać będzie historię Władysława Strzemińskiego, wybitnego malarza, teoretyka sztuki, twórcy łódzkiej ASP, autora najsłynniejszego podręcznika w tej dziedzinie.

Po wojnie, represjonowany przez ustrój, żył w skrajnej biedzie i umarł w zapomnieniu. W postać tę wciela się Bogusław Linda, ja pojawiam się w grupie studentów, zapatrzonych w swego profesora.

Nie jest to Pani pierwsze zawodowe spotkanie z Bogusławem Lindą?

Reżyserował mój debiut teatralny „Tramwaj zwany pożądaniem” w warszawskim teatrze Ateneum, w którego zespole jestem już od dwóch sezonów. To mój drugi dom.

A mogła Pani pójść inną drogą…

Rzeczywiście, po maturze dostałam się na stosunki międzynarodowe na UW i szczerze mówiąc, nieźle sobie na tych studiach radziłam. Ale myśl o aktorstwie nie dawała mi spokoju, w tajemnicy więc przygotowałam się do egzaminów do łódzkiej filmówki.

Czasem tylko mama narzeka: „Paulinko, mogłaś sobie wybrać normalniejszy zawód…”

Rozmawiała Jolanta Majewska

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama