Reklama

Pierce Brosnan. Ekranowy twardziel

Czwartek, 14 kwietnia 2016 (09:35)

– Aktorstwo to trudna gra, trzeba być twardzielem, żeby chcieć w nią grać, ale mi akurat przyniosła bardzo dobre życie – przyznaje gwiazdor. – Kocham swój fach – dodaje.

Z pochodzenia Irlandczyk. Jego ojciec Thomas Brosnan opuścił rodzinę, gdy Pierce był niemowlakiem. Matka, May, przeprowadziła się z synem do Londynu, gdzie pracowała jako pielęgniarka. Miłość do aktorstwa zaszczepił w przyszłym gwiazdorze ojczym.

– Zabrał mnie do kina na film pt. „Goldfinger” – wspominał po latach Brosnan. – Od tego momentu postanowiłem, że zostanę aktorem. Plan realizował z niezwykłą konsekwencją.

Jako 15-latek występował w cyrku, gdzie był... połykaczem ognia. Później związał się z eksperymentalnymi grupami teatralnymi. Był także inspicjentem w York Theatre Royal. W końcu zdecydował się na trzyletnie studia aktorskie w Drama Centre of London.

Trudne początki

Na scenie zadebiutował w 1976 roku w sztuce „Doczekać zmroku”. I choć pojawiły się kolejne propozycje i role, bardziej niż teatralne deski interesowała go kariera filmowa.

Początki na dużym ekranie nie były obiecujące. Po roli w „Pękniętym lustrze” (1980) według Agathy Christie, Pierce zagrał w angielskim odpowiedniku „Ojca chrzestnego” – „Długi Wielki Piątek” (1980).

Jednak jego udział w obu filmach przeszedłbez większego echa. Lepiej szło aktorowi w telewizji. Przełomowym momentem kariery był dla niego miniserial „Irlandczycy”.

Rola Rory’ego O’Maniona, irlandzkiego emigranta, który próbuje ułożyć sobie życie w XIX-wiecznej Ameryce, przyniosła Brosnanowi uznanie widzów oraz propozycję, aby zagrał w „Remingtonie Steele’u”.

Aktor występował w kolejnych serialach, grał także na dużym ekranie. Jednak światową sławę i rzesze zakochanych fanek zyskał dopiero jako legendarny agent 007.

Pokonał innych

Brosnan miał wcielić się w postać agenta już w 1986 roku, gdy z roli Bonda zrezygnował Roger Moore. Niestety, aktor był związany kontraktem ze stacją NBC i propozycję musiał odrzucić. Jego miejsce zajął Timothy Dalton. Pierce był wściekły. Nie miał pojęcia, że ta szansa się powtórzy. Producenci pamiętali o nim i w połowie lat 90. zaproponowali mu udział w „Golden- Eye”.

W sumie w rolę agenta Jej Królewskiej Mości wcielił się cztery razy. Oprócz „GoldenEye”, zagrał w „Jutro nie umiera nigdy”, „Świat to za mało” i „Śmierć nadejdzie jutro”. Do popularności, jaką przyniosła mu kreacja agenta-twardziela, podszedł z właściwym sobie dystansem. – Nie uważam się za gwiazdę, ale jeśli ktoś tak o mnie myśli, to miłe – zastrzegał wielokrotnie.

– Jestem zwykłym aktorem, może charakterystycznym. I to mi pasuje. Magazyn „People” dwukrotnie umieścił go na pierwszym miejscu listy 50. najpiękniejszych ludzi świata. Jednak oprócz seksapilu, Brosnana niewiele łączy ze słynnym agentem.

Wierniejszy niż Bond

– Na co dzień najchętniej chodziłbym w dresie i bawił się z synami – przyznaje gwiazdor. – Rodzina jest dla mnie najważniejsza – dodaje aktor, którego życie prywatne naznaczone jest tragedią.

W 1991 r. zmarła na raka raka jajnika jego pierwsza żona, aktorka Cassandra Harris (zagrała partnerkę Bonda w filmie „Tylko dla twoich oczu” z 1981 roku). Aktor troskliwie zajął się dwójką dzieci z jej pierwszego małżeństwa oraz wspólnym synem Seanem.

– Takie przeżycie zostawia na sercu bliznę i na zawsze staje się częścią życia – powiedział aktor po walce żony z chorobą. Od lat część swoich dochodów przeznacza na finansowanie badań nad leczeniem rzadkich rodzajów nowotworów. Pomogła mu głęboka wiara w Boga.

– Modlitwa była dla mnie ratunkiem w chwilach największego cierpienia, zwątpienia i strachu – wyznał. – Byłem przekonany, że prawdziwa miłość zdarza się raz. Ale czas zagoił rany. W 1994 roku poznał dziennikarkę Keely Shaye Smith.

– Była pierwszą od dawna kobietą, z którą chciało mi się rozmawiać – wspominał Brosnan. Para od 2001 roku jest małżeństwem i doczekała się dwóch synów.

Bulwarowa prasa wielokrotnie krytykowała partnerkę aktora, której wygląd odbiega od standardów Hollywood. – Jestem szczęściarzem. Tak błyskotliwego umysłu, poczucia humoru i dobrego serca, jakie ma Keely, nie znalazłem w żadnym wychudzonym ciele – zapewnia zakochany gwiazdor.

– Przetrwaliśmy razem wiele trudnych chwil i jeśli Bóg da, będziemy razem do śmierci. W jego ustach to zdanie nie brzmi jak pusty frazes.

Joanna Bogiel-Jażdżyk

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama