Reklama

Pierwsza miłość - Agnieszka Wielgosz. Intrygantka o dobrym sercu

Czwartek, 7 stycznia 2016 (15:33)

Malwina jest nieprzewidywalna, nieokiełznana i chyba dlatego tak pociągająca. Mimo wrednego charakteru i natury intrygantki, w gruncie rzeczy ma dobre serce – mówi Agnieszka Wielgosz.

Zdradzi Pani, jakie perypetie czekają Malwinę w najbliższym czasie?

Chciałabym, ale proszę mi uwierzyć – nawet ja tego nie wiem! Do pracy wkroczyła nowa ekipa scenarzystów, więc z pewnością coś ciekawego wydarzy się w życiu. Tego się jednak nie boję!

Wprawdzie gram cholerę, jestem czarnym charakterem, ale dowody sympatii, jakie spotykają mnie od widzów, są zawsze niezwykle miłe. Zwykle pada też stwierdzenie: „O, jaka Pani malutka na żywo!”.

Skąd według Pani bierze się popularność „Pierwszej miłości”?

Lubimy oglądać seriale o ludziach, z którymi możemy się utożsamić, którzy mają podobne problemy jak my, nie żyją w wyimaginowanym, sztucznie upiększonym świecie. Poza tym publiczność przywiązuje się do postaci, chce na bieżąco i regularnie śledzić ich losy.

Atutem tej produkcji jest również to, że mamy w niej tak różnorodny przekrój wiekowy i charakterologiczny. Każdy znajduje tam coś dla siebie.

Znamy Panią z wielu serialowych ról. Czy jest taka, którą szczególnie miło Pani wspomina?

Zawsze z sentymentem wracam do serialu „Camera Cafe”. Reżyser Jurek Bogajewicz bardzo starannie dobrał nas wszystkich, wzbudził zapał do pracy, do czerpania z siebie, do ciągłego zaskakiwania partnerów. Dużo w tym wszystkim było improwizacji, ale mieliśmy iskry w oczach i ogromną radość tworzenia.

Tak niesamowitego i kształcącego doświadczenia zawodowego nie miałam chyba od czasów szkoły teatralnej!

Aktorstwo jest dla Pani powołaniem?

Ktoś powiedział, że bycie aktorem nie jest pracą, tylko powołaniem – i coś w tym jest. To niewdzięczna profesja, gdzie trzeba walczyć o każdą chwilę swojej obecności na scenie i ekranie. Często nie przekłada się to na korzyści materialne.

Mamy permanentną niepewność bytu, jednego dnia jesteś gwiazdą, a następnego nikt o tobie nie pamięta! Nie umiałabym jednak robić niczego innego, to moja pasja!

To znaczy?

Od niedawna udzielam się w swo jej artystycznej fundacji Art A La Carte i niebawem przystępujemy do pracy nad nową sztuką polskiego autora. Więcej na razie zdradzić nie mogę, ale będę próbować sił jako producentka.

A wolny czas?

Spędzam go głównie ze swoimi dziećmi. Mój syn ma osiemnaście lat, córka osiem, a ja nie chcę kiedyś żałować, że coś mnie ważnego ominęło, że nie dałam im siły oraz wiary w siebie.

Dopieszczam ich więc, jak tylko mogę! Mam też plany związane ze sobą: kurs nurkowania, nauka hiszpańskiego i powrót do jazdy konnej!

Rozmawiał Artur Krasicki

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama