Reklama

Piotr Adamczyk: Przede mną wielkie wyzwanie

Środa, 27 marca 2013 (09:51)

Rozmawiamy przy lemoniadzie i słodkiej przekąsce. Czasu nie ma wiele – Piotr Adamczyk to jeden z najbardziej rozchwytywanych aktorów. Właśnie podjął się nowego zadania i mówiąc o nim nie kryje emocji – to sztuka Fredry w Teatrze TV na żywo!

Zdjęcie

/AKPA POLSKA PRESS Sp.z o.o.
/AKPA POLSKA PRESS Sp.z o.o.

Przed nami gala rozdania Telekamer Tele Tygodnia. Jako zdobywca trzech statuetek, w tym roku otrzyma Pan Złotą. Gratuluję!

– Dziękuję za nie Czytelnikom. Mam już trzy statuetki, obok nich postawię czwartą i właściwie mógłbym już spocząć na laurach, wiedząc, że i tak żadnej następnej nie dostanę. Złote Telekamery zawsze kojarzyły mi się z nagrodą za całokształt dla artystów o ogromnym dorobku, a ja mam nadzieję, że przede mną wciąż lata pracy.

Ależ taka Złota Telekamera, to nie tyle podsumowanie pracy, co poprzeczka postawiona przez widzów, by nie zniżać lotów!

– I tak będę ją traktować.

Jakie były Pana odczucia, kiedy rozeszła się wieść, że czwarty sezon "Przepisu na życie" będzie ostatnim?

– Byliśmy wszyscy rozczarowani. Usłyszeliśmy to na spotkaniu, które producent organizował dla nas na zakończenie zdjęć do każdej serii... Znalazłem sobie na to wytłumaczenie – pomyślałem, że może jest w tym jakiś sens, żeby skończyć, zanim widzowie się znudzą. Jednak najwyraźniej widzowie są daleko od znudzenia. Dostaliśmy tyle wyrazów sympatii, że producent nie wyklucza już nakręcenia kolejnych serii. Mamy też nadzieję, że w tych odcinkach, które TVN emituje teraz widzowie znajdą to, za co lubią nas najbardziej.

Wszyscy czekamy na rozwój wydarzeń u Beatki i Żabci!

– Będą skrajne emocje – z jednej strony wielkie kłótnie, z drugiej starania. Beatka stanie się głosem kobiet uciśnionych. Ja natomiast będę się starał jej zaimponować za wszelką cenę i odkryję w sobie pewien talent...

Jaki?

– Będę śpiewał w chórze.

Słyszałam, że mają pokazać "Przepis na życie" także w Chinach. To prawda?

– Tak, i nie tylko tam, format został sprzedany do kilku krajów – także na Węgry i do Gruzji. To bardzo nas cieszy, że polski serial robiony jest na światowym poziomie. A jeśli chodzi o Chiny, które mają tak wielu mieszkańców, to zapewne zdobędziemy rekordową widownię!

Był Pan tam kiedyś?

– Tak, zostałem zaproszony na pewien festiwal i w imieniu zagranicznych aktorów miałem podziękować. Wyszedłem na scenę, na stadionie pełnym ludzi i przygotowałem się na tyle, by przemówić do nich po chińsku. Wywołało to burzę braw i... wybuchy szczerego śmiechu, więc chyba coś poprzekręcałem.

Na pewno jednak mnie zapamiętali, bo na koniec festiwalu okazało się, że przyznali mi nagrodę dla najlepszego aktora zagranicznego. Pokonałem przy tym kilka naprawdę wielkich sław. Miałem też tego typu przygody, że zaczepiano mnie na ulicach i proszono o możliwość sfotografowania się ze mną. Nie dlatego, że ktoś mnie rozpoznał, ale dlatego, że jestem blondynem.

Tak egzotyczna uroda...

– Właśnie – może nasza egzotyka podniesie atrakcyjność serialu? "Przepis na życie" – serial z blondynami. Wow!

Tymczasem dla polskich widzów dodatkowym atutem w tym serialu jest jedzenie – niesamowicie apetyczne przygotowywanie dań przez głównych bohaterów. Czy gotowanie też jest Pana pasją?

– Jestem raczej specjalistą od smakowania dań! Mam już trzyletnie doświadczenie jako restaurator, więc wiem, czego oczekiwać od moich kucharzy. Często też przywożę nowe smakowe pomysły z zagranicy zarówno do naszej restauracji, jak i cukierni. To w dziedzinie kulinariów na razie mi wystarcza. Choć czasem ambicja każe mi stanąć przy kuchni i coś przyrządzić. Zdarza się, że wychodzi mi coś znakomicie, ale mam też na koncie porażki.

A Pana popisowe danie to...?

– Nie mam takowego. Za każdym razem inspiruje mnie wyzwanie – widzę nowy przepis i chcę go wcielić w życie. To tak ápropos tytułu serialu, o którym rozmawiamy.

A jakie zawodowe plany i wyzwania teraz na Pana czekają?

– Cały czas gram w teatrze IMKA założonym przez Tomasza Karolaka i w Teatrze Narodowym, a przede mną... wielkie wyzwanie i spory stres, bo mam zagrać w Teatrze TV na żywo. „Nikt mnie nie zna” to jednoaktówka Fredry, którą wyreżyseruje Jan Englert. Premiera teatralna przy największej – bo wielomilionowej widowni. Dopiero rozpoczęliśmy próby, ale już czuję mobilizację związaną ze stresem występowania na żywo. Dla widzów z pewnością nasze emocje będą zachętą, by zasiąść przed telewizorem.

Rozmawiała: Anna Janiak

W kilku słowach

Urodził się 21 marca 1972 roku w Warszawie. Studiował w PWST. W 2002 roku pojawił się na dużym ekranie w tytułowej roli w filmie „Chopin. Pragnienie miłości”. Kolejną wielką kreacją była rola Ojca Świętego w dwuczęściowym obrazie „Karol. Człowiek, który został papieżem”. Ma też na koncie komedie m.in. „Testosteron” i „Nie kłam, kochanie” oraz popularne seriale.

Zdjęcie

Rok 2006 /Arch. Bauer
Rok 2006
/Arch. Bauer

Zdjęcie

Rok 2012 /AKPA POLSKA PRESS Sp.z o.o.
Rok 2012
/AKPA POLSKA PRESS Sp.z o.o.

Zdjęcie

Przepis na życie /Mat. Prasowe
Przepis na życie
/Mat. Prasowe

Zdjęcie

Nie kłam, kochanie /Mat. Prasowe
Nie kłam, kochanie
/Mat. Prasowe

Zdjęcie

Listy do M. /Mat. Prasowe
Listy do M.
/Mat. Prasowe

Zdjęcie

Testosteron /Reporter SP.z o.o.
Testosteron
/Reporter SP.z o.o.

Zdjęcie

Karol... /East News Poland SP.Z O.O.
Karol...
/East News Poland SP.Z O.O.

Zdjęcie

Och, Karol 2 /Mat. Prasowe
Och, Karol 2
/Mat. Prasowe

Zdjęcie

W roli gestapowca Larsa Rainera, który potrafił działać bezwzględnie. /Mat. Prasowe
W roli gestapowca Larsa Rainera, który potrafił działać bezwzględnie.
/Mat. Prasowe

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama