Reklama

Przyjaciółki. Magdalena Stużyńska-Brauer

Wtorek, 26 kwietnia 2016 (13:35)

Ku swojemu zaskoczeniu, na planie polsatowskich „Przyjaciółek” poznała pokrewne dusze. Ale równie mocno jak spotkania z koleżankami po fachu, ceni też współpracę z serialowym mężem, Bartkiem Kasprzykowskim.

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki – głosi przysłowie, a jednak Anka, Pani bohaterka w serialu „Przyjaciółki”, zdecydowała się na taki krok – i dała szansę Pawłowi…

Rozumiem ją. Po dramatycznych wspólnych przejściach w ostatnim czasie, pojęła, że scala ich nierozerwalna więź, że mają dzieci, że więcej ich łączy niż dzieli.

Postanowiła więc puścić w niepamięć jego zdradę i złe traktowanie, czyli wszystko to, co doprowadziło kiedyś do ich rozwodu, i dać im szansę na odbudowanie związku. Zwłaszcza że on bardzo się stara, jest czarujący, kochający, wygląda na to, że przeszedł metamorfozę i zachowuje się wzorowo. Przynajmniej na razie.

Z Bartłomiejem Kasprzykowskim, czyli serialowym Pawłem zagraliście także w serialu „Bodo”. Też parę!

Ale tym razem sceniczną. (śmiech) Gram postać diwy operowej – Trudi, a Bartek – amanta Żwirskiego. Wspaniałe doświadczenie! Film kostiumowy to rzadkość. Do tego miałam znakomitego partnera – jestem wielbicielką talentu i osobowości Bartka.

Wróćmy do „Przyjaciółek”. Czy po siedmiu sezonach serialu jesteście Panie sobie tak bliskie jak Wasze bohaterki?

One znają się od dzieciństwa, my poznałyśmy się jako dorosłe kobiety, kiedy przyjaźnie „na życie” najczęściej już są zawiązane. Ale faktycznie, zdarzyło się coś, co się rzadko zdarza – stworzyłyśmy, na wzór granych przez nas postaci, monolit, „czterogłowego smoka”, jak żartobliwie określa nas reżyser Grzegorz Kuczeriszka. Bardzo się lubimy i rozumiemy. Parę razy udało nam się nawet spotkać prywatnie na plotki.

No właśnie, czasu mało, zajęć dużo. Poza serialem występuje Pani też w Kabarecie Moralnego Niepokoju.

Od czterech lat – i bardzo sobie cenię tę pracę. Jest wolna od stresu, fascynująca, bo daje bezpośredni kontakt z publicznością, i… zabawna – głównie dzięki moim kolegom, cudownym, twórczym, niezwykle przyjaznym i bardzo dowcipnym. Jedynym minusem są częste podróże. Występujemy w całym kraju, ale nie narzekam, przyzwyczaiłam się.

Szczęśliwe są chwile, w których możemy się zatrzymać, pobyć dłużej w gronie rodziny. Czy tak spędza Pani Wielkanoc?

Wielkanoc ma dla mnie przede wszystkim wymiar religijny, staram się nie ulec manii komercjalizowania świąt, pogoni za symbolami: kurczaczkiem, zajączkiem, baziami, które często przesłaniają istotę i wagę wydarzenia. Staram się uczestniczyć w nabożeństwach Triduum Paschalnego, pozwalających na głębsze przeżywanie wielkopostnych prawd. A w wielkanocny poranek uwielbiam pójść na rezurekcję, podczas której co roku wstępuje w nas nowa nadzieja i radość.

Rozm. Jolanta Majewska-Machaj

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama