Reklama

Radek Kotarski o kulisach programu "Podróże z historią"

Środa, 25 listopada 2015 (14:33)

– Jeśli przewodnik w muzeum pokazuje zbroję za szybą, mnie to nie wystarcza. Muszę ją założyć na siebie i dopiero wtedy wiem, czy jest ciężka – mówi Radek Kotarski.

Skąd pomysł na „Podróże z historią”?

W dzieciństwie uwielbiałem wycieczki z przewodnikami, którzy z pamięci recytowali fakty na temat zwiedzanych obiektów historycznych. Znali ciekawostki, potrafili w odpowiednim miejscu opowiedzieć legendę, anegdotę i co najważniejsze potrafili nauczyć więcej, niż w trakcie lekcji szkolnej.

Takie jest założenie programu: uczyć na miejscu akcji! Ja jednak postanowiłem pójść dalej i dotknąć żywej historii.

To znaczy?

Sprawdzam, jak współczesny człowiek odnalazłby się w historycznej rzeczywistości. Spędzam więc noc w brudnej i zadymionej słowiańskiej półziemiance albo myję zęby, używając starych metod. Nie boję się pobrudzić. Dlatego po nagraniach ekipa wygląda, jakby wróciła z kopalni.

Luźna forma przekazu pomaga lepiej zrozumieć odległe czasy?

Wiele osób kojarzy historię z przykrym odpytywaniem z dat przy tablicy lub z nauką o przyczynach i skutkach wojen napoleońskich. Dlatego mówię o niej nie z poziomu nieomylnego autorytetu, lecz od strony widza, który sam chciałby ją odkrywać i poznawać.

Na jakich tematach skupiasz się najchętniej?

W 1. sezonie koncentruję się na historii Polski. Pokazuję, że nie trzeba przemieszczać się o kilka tysięcy kilometrów, by poczuć inny świat. Wystarczy 250 kilometrów za Warszawą odwiedzić polskich Tatarów, którzy pielęgnują pamięć o swojej kulturze, religii i obyczajach.

Wybieram tematy w taki sposób, by widz mógł odwiedzić pokazywane przeze mnie miejsca i doświadczyć historii na własnej skórze.

Które z doświadczeń w trakcie realizacji programu zapadły Ci najbardziej w pamięć?

Znam świetnie teorię rynsztunku husarskiego i sposobu przeprowadzania szarży przez husarię, ale gdy sam wziąłem w niej udział, moja wiedza niesamowicie się rozszerzyła.

Tym bardziej że do tej pory panicznie bałem się jazdy konnej, nie miałem jednak wyjścia – w ciągu dwóch dni musiałem przygotować się do szarży w pełnym galopie i opancerzeniu. Przeżyłem i zdobyłem bezcenne doświadczenia!

Skąd czerpiesz informacje, przygotowując się do wejścia na antenę?

Przygotowanie merytoryczne do każdego odcinka zajmuje dużo więcej czasu niż samo jego nagrywanie. Współpracuje ze mną brat i zdarza się, że poświęcamy dwa tygodnie, by zgłębić szczegółowo tajniki jakiegoś obiektu historycznego.

Często konsultujemy się ze specjalistami, jedziemy wcześniej na miejsce i spędzamy godziny w bibliotekach. To nie jest łatwe, ale musimy mieć pewność, że informacje, które przekazujemy, są poprawne.

Jesteś ciągle w trasie. Masz czas na regenerację, relaks?

W tym roku odpoczynek nie wchodził w grę. Niedawno miała miejsce premiera mojej książki, w której rozprawiam się z 50 mitami obecnymi w naszej kulturze. To odkrywanie faktów jest moim wypoczynkiem i regeneracją.

Rozmawiał Artur Krasicki

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama