Reklama

Rafał Cieszyński: Gibalski jest z życia wzięty

Wtorek, 10 maja 2016 (09:35)

– Granie postaci komediowej w jednym z najbardziej lubianych seriali, w towarzystwie znakomitych kolegów, to dla mnie jedna z najprzyjemniejszych rzeczy na świecie – mówi Rafał Cieszyński.

Czy Pana bohater, sierżant Gibalski, da się lubić?

Myślę, że tak. To wzorowy policjant, który najczęściej jest pół kroku za resztą, choć robi wszystko, żeby być asem. Jest uczciwy, bardzo ambitny, odważny, ale, niestety, jego procesy myślowe idą najczęściej okrężną drogą. I nie jest to postać odrealniona…

Dlaczego?

W czasie ostatniej kontroli drogowej sympatyczna pani policjantka, w towarzystwie siedzącego w radiowozie poważnego kolegi o srogiej minie i sumiastym wąsie, spojrzawszy na mnie powiedziała: – Ja pana znam. Czy pan nie gra policjanta? Odpowiedziałem: – Gram i to takiego, który bardzo się stara, ale nie bardzo mu wychodzi. A ona na to: – O, to dokładnie tak, jak koledze. (śmiech)

Jak bardzo Gibalski zmienił się od pierwszej serii?

Zdobył doświadczenie, awansował, ożenił się z kobietą, która wykazuje pasję do prowadzenia śledztw. Jej talent w znaczny sposób odbiega od zdolności księdza Mateusza, czemu dała dowód w jednym z odcinków, płosząc przestępców i udaremniając misterną zasadzkę.

Co sprawia, że serial cieszy się od lat wielkim powodzeniem?

Każdy odcinek to zamknięta całość, więc nie trzeba znać historii rodzin, żeby zrozumieć akcję. To serial z kryminalną intrygą, ale też jak najbardziej familijny.

Głównym bohaterem jest ksiądz, co nie jest oczywiste w serialu kryminalnym, a daje bardzo dobry kontrast w zestawieniu z policją. Atutem jest też miejsce akcji. To pełen zabytków, piękny Sandomierz, który nadaje naszym historiom wyjątkowej, często baśniowej atmosfery. I najważniejsze: ekipa, która go tworzy to najlepiej zgrana grupa ludzi, z którą miałem przyjemność pracować.

Wolisz grać w Warszawie, czy w Sandomierzu?

Na planie zdjęciowym w Warszawie jestem blisko rodziny, po pracy mogę podjechać do przedszkola, żeby odebrać dzieci. Natomiast granie w Sandomierzu to jak wyjazd wakacyjny. W ciągu dwóch miesięcy zdjęć spędzamy tam tydzień – zwłaszcza latem jest to cudowne połączenie pracy z relaksem w wyjątkowym miejscu. 

Twoja żona też jest aktorką. Czy dwójka artystów pod jednym dachem to nie za dużo?

Nikt nie zrozumie cię tak dobrze, jak małżonka uprawiająca ten sam lub pokrewny zawód. Aktorstwo ma pewną specyfikę. Teść porównuje je do pracy cyrkowca. Myślę, że osoba pracująca na przykład w biurze miałaby problem ze zrozumieniem naszego trybu życia.

Rozmawiał Artur Krasicki

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama