Reklama

Rafał Królikowski. Miłość zawsze procentuje

Poniedziałek, 30 maja 2016 (13:35)

Dla jego serialowego bohatera ważna jest... nowa marynarka. Rafał Królikowski stawia zaś na przyjaźń i dobre relacje rodzinne.

Goguś, egoista, karierowicz, zimny drań – takim dał się jak dotąd poznać Pański bohater, Jakub Zeit. Czy to, Pana zdaniem prawdziwy, czarny charakter?

Hola, hola – ile tu mocnych słów! Poczekajmy trochę z oceną. Czasami to, co widać na pierwszy rzut oka, może okazać się mylne. A działania i przede wszystkim motywacja – opacznie zrozumiane. Myślę, że ten pozornie zimny, wyrachowany drań ma jednak coś przyzwoitego pod skórą, jakieś zalety. Przecież inaczej nie zakochałaby się w nim taka kobieta, jak Monika (Małgorzata Kożuchowska).

Że miłość bywa ślepa – to wiemy, zresztą Monika zdążyła się już przekonać, jak wielki popełniła błąd. Jakub ją zawiódł w ciężkiej chwili, zdradził z „przyjaciółką”…

Czasami życie nas zmusza do trudnych decyzji, moralnie dyskusyjnych, tak stało się właśnie w przypadku Jakuba. Pogubił się…bardzo (uśmiech). Mam jednak nadzieję, że uda mu się jeszcze pokazać bardziej ludzką twarz. I kto wie, czy nie zyska coraz większej sympatii widzów.

A Pan go lubi?

W pewnym sensie tak. Granie kontrowersyjnych ról stanowi wyzwanie i myślę, że każdy aktor byłby zadowolony na moim miejscu, mogąc się zmierzyć z tak ciekawą i niejednoznaczną postacią.

Nie wiemy zatem, co tak do końca siedzi w Jakubie. Wiemy natomiast od samego początku, jak się prezentuje – jest niesamowitym elegantem, wystylizowanym w każdym calu!

To już zasługa Doroty Williams, ekspertki w tej dziedzinie. Wspólnie omawiamy każdą scenę i dopasowujemy strój odzwierciedlający aktualny stan ducha Jakuba. To paradoksalnie ma spore znaczenie, ponieważ Jakub wyraża się dość ostentacyjnie właśnie poprzez swój styl i sposób bycia.

Należy Pan do pracowitego i zdolnego klanu Królikowskich. Znanym aktorem jest Pański brat, Paweł i bratanek, Antoni. Do tego, w „Klanie” od dzieciństwa gra Pana bratanica, Julia. Dobrze jest mieć taką silną grupę wsparcia?

Oczywiście! Jesteśmy ze sobą blisko, wymieniamy się doświadczeniami. Łatwiej się poruszać w naszym zawodzie, mając świadomość, że człowiek nie jest sam. Dla mnie to ważne.

Nie w każdej rodzinie panuje taka zgodność i solidarność, jak u Was…

Może to kwestia wychowania i okoliczności? Los rzucił naszą całą trójkę – mnie, brata i naszą siostrę – z dala od rodzinnego gniazda w Zduńskiej Woli. Wszyscy trafiliśmy do Warszawy, gdzie trzeba było walczyć o przetrwanie, urządzać się od nowa. Każde z nas doceniało zawsze, że ma za plecami kogoś „swojego”, kto w razie potrzeby wesprze dobrą radą czy gestem.

Nasi rodzice byli nauczycielami, nie mogliśmy więc liczyć na zabezpieczenie materialne z ich strony, ale dali nam coś znacznie cenniejszego. Nauczyli nas kochać i szanować się nawzajem. To dziś procentuje.

Rozmawiała Jolanta Majewska-Machaj

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama