Reklama

Sylwia Juszczak. Akceptuj siebie

Poniedziałek, 30 maja 2016 (13:35)

– To nie jest bułka z masłem – mówi o najnowszym wyzwaniu. Co to takiego? Udział w cyklu „Celebrity Salon”, w którym zgłębia tajniki zawodu kosmetyczki.

Czy udział w programie „Celebrity Salon” to dla Ciebie łatwe, czy trudne wyzwanie?

Prosto z pewnością nie jest! Zawód kosmetyczki czy fryzjera wymaga nie tylko wielkiej cierpliwości, ale przede wszystkim niesamowitej precyzji. Na własnej skórze przekonałam się, że manicure, pedicure, stylizacja włosów, make-up, maseczki, masaże to nie jest bułka z masłem. Nie mówiąc już o bardziej skomplikowanych zabiegach, jak: depilacja, paznokcie hybrydowe, przedłużanie rzęs czy koloryzacja włosów.

Który z tych zabiegów wychodził Ci najlepiej?

Czesanie. Nieco gorzej było z depilacją, ale każdy z ośmiu uczestników posiadał swoje mocne i słabe strony. Między nami nie było jednak niezdrowej rywalizacji, traktowaliśmy ten program jako ciekawe doświadczenie, ale też inspirującą zabawę.

Co jeszcze dał Ci udział w programie „Celebrity Salon”?

Dzięki temu, że stanęłam po drugiej stronie barykady, doceniłam ciężką i odpowiedzialną pracę tych, którzy codziennie dbają o nasz wygląd, a co za tym idzie, dobre samopoczucie. Zobaczyłam ludzi, dla których zadowolenie i satysfakcja klienta jest absolutnym priorytetem, mimo że niektórzy są kapryśni, grymaszą, ciągle się im coś nie podoba.

Nie odnosisz wrażenia, że do wyglądu zewnętrznego przywiązujemy zbyt duże znaczenie?

Wiem, że w obecnych czasach jest ogromny pęd ku perfekcyjnemu wyglądowi, który kreują nachalne reklamy czy media. Z drugiej strony nie można dać się zwariować, popadać w przesadę. Bezkrytyczne dążenie do ideału rodzi bowiem niepotrzebne kompleksy i frustrację. Najważniejsze, by akceptować siebie takim, jakim się jest!

Ty nie masz z tym problemu?

Kiedyś miałam, lecz wynikało to z dysleksji. Wykryto ją u mnie dość późno, w czasach licealnych. W tamtych czasach niewiele jeszcze o niej wiedziano. Dopóki nie zdiagnozowano mojego problemu, miałam dość niską samoocenę.

Nie wiedziałam, dlaczego mam aż tak duże trudności z przeczytaniem obowiązkowej lektury. Na szczęście moja polonistka była bardzo inteligentną osobą i dzięki niej trafiłam do specjalistycznej poradni. Teraz jestem ambasadorem kampanii społecznej uświadamiającej, że z dysleksją można nie tylko normalnie żyć, ale szczęśliwie funkcjonować.

Rozmawiał Artur Krasicki

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama