Reklama

Waligórska czeka na właściwy moment, by mieć dziecko

Poniedziałek, 21 maja 2012 (14:07)

Magdalena Waligórska w serialu "Ranczo" gra Wioletkę, która zmaga się z niedogodnościami ciąży. Aktorka, testując ten błogosławiony stan przez kilka tygodni na planie serialu, sama poczuła, że chce zostać mamą. Teraz czeka tylko na właściwy moment.

Zdjęcie

/    /AKPA
/ /AKPA

W serialu "Ranczo" jako Wioletka byłaś bardzo humorzastą ciężarną.

- Wioletka przeżywała różne wzloty i upadki związane z ciążą, ponieważ bardzo jej doskwierały wszelkie niedogodności tego stanu, na przykład utrata figury. Swoje poczucie wartości opierała na urodzie, a podczas ciąży przytyła i nie czuła się komfortowo. Jednocześnie stała się bardziej zazdrosna, bo uważała, że każda kobieta jest od niej bardziej atrakcyjna i może zagrozić jej małżeństwu. 

A faktycznie mogła?

- Oczywiście, że nie. Mąż jest w niej wciąż szaleńczo zakochany i ciągle ją adoruje. Nie zauważa żadnych innych kobiet. Niestety, ona każdy gest z jego strony odczytuje na swoją niekorzyść.

Potrafiłaś się wczuć w tę zazdrość?

- Rozumiem jej stany, bo sama bywam zazdrosna. Myślę, że każdej kobiecie zdarzają się sytuacje, kiedy zachowuje się nielogicznie, nieracjonalnie i potrafi zrobić awanturę o nic. Zagranie tej zazdrości na planie daje mi dystans i pokazuje mechanizm działania takich emocji. Mam nadzieję, że dzięki temu mój narzeczony uniknie kilku moich humorów. 

A jak czułaś się z poduszką pod sukienką?

- Producenci postarali się i zamiast poduszki miałam dwa zgrabne, silikonowe, świetnie wyprofilowane brzuchy, mniejszy i większy. Jednak noszenie takiego brzucha okazało się męką. Te dodatkowe kilogramy sprawiły, że nagle zaczął cierpieć mój kręgosłup, a chodzenie w szpilkach było niezwykle niewygodne. Ściśnięta takim silikonowym ciężarkiem nie mogłam jeść. Miałam problemy z włożeniem rajstop i butów.

Były chyba jakieś plusy tej sytuacji?

- O tak! Na planie miałam przywileje jak prawdziwa ciężarna. Wszyscy dbali, bym nie stała za długo i nie męczyła się niepotrzebnie. Panowie zrobili się nagle bardziej szarmanccy. Miałam poczucie, że testuję ten stan. Można powiedzieć, że poczułam jak to jest być w ciąży, bez ciąży.

Myślisz o macierzyństwie?

- Za każdym razem, gdy przyczepiano mi brzuch, zastanawiałam się nad tym. Myślę, że kiedyś chciałabym zostać mamą. Te uczucia rozwijają się we mnie powoli. Ale niczego nie planuję, bo wierzę, że - mówiąc górnolotnie - dusza dziecka musi sama przyjść. Czekam więc na ten właściwy moment.

Wróćmy do serialu. W jakiej scenerii zobaczymy Wioletkę w następnej serii?

- Wiem, że do producentów "Rancza" były kierowane sugestie od widzów, by pokazać w serialu święta Bożego Narodzenia. Liczę, że produkcja się ugięła i kolejna seria powstanie zimą, choć w naszym przypadku nie będzie to łatwe. Większość zdjęć kręcimy w plenerach i nie mamy żadnej hali zdjęciowej. To co widać za oknem, to naprawdę tam jest. Myślę, że łatwiej jest kręcić taki serial w lecie niż w środku zimy.

Praca na planie to tylko kilka tygodni. Przez pozostałą część roku tęsknisz za Wioletką?

- Z Wioletką się nie rozstaję, bo gram też w przedstawieniu "Smak Mamrota", które bazuje na historii z "Rancza". Wcielam się w nią kilka razy w miesiącu i czasem nawet mam ochotę od niej odpocząć.

Prywatnie lubisz wieś, czy wakacje spędzasz w zagranicznych kurortach?

- Pochodzę z małej miejscowości i przyznam, że jestem uzależniona od zieleni i świeżego powietrza. Gdy tylko mam kilka dni wolnego, wyjeżdżam z narzeczonym na łono natury. Najczęściej są to Mazury, ale ostatni długi weekend spędziliśmy w Bieszczadach. Im bardziej dziko, tym bardziej mi się podoba.

Na polskiej wsi nie wieje odrobinę nudą?

- Absolutnie nie. W ciągu dnia można przyjemnie spędzić czas nad wodą lub na łące, a wieczorem? Mam melancholijną naturę, więc nie ma nic przyjemniejszego niż długi wieczór z książką na kanapie.

A ciepłe kraje?

- Do ciepłych krajów wyjeżdżam raczej zimą. Kiedy u nas za oknem szaleje zamieć, to przyjemnie jest się wygrzać w słoneczku, na przykład w Tajlandii. Choć zazwyczaj cieszę się, kiedy wracam, bo mam sentyment do polskiej śnieżnej zimy. Poza tym, czy wyjeżdżam latem, czy zimą muszę uważać na słońce i używać wysokiego filtra, gdy akurat jestem w trakcie zdjęć. Jakby to wyglądało, gdybym w jednej scenie była blada, a w następnej już opalona?

Rozmawiała Ewa pokrywa - AKPA

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

teletydzien.pl/AKPA

Reklama