Reklama

Wojciech Mann - strzelec wyborowy

Wtorek, 17 lipca 2012 (19:00)

Wojciech Mann nie mógł zostać muzykiem, ale sprawdziłby się w... wojsku. Na szczęście dla nas wybrał radio.

Zdjęcie

Wojciech Mann /fot  /AKPA
Wojciech Mann
/fot /AKPA

"Mieliśmy w szkole kolegę, który uwielbiał słodycze i gdy trafiała się gorsza pogoda, dajmy na to plucha, rzucaliśmy mu na skarpę pierniczki. A on się po nie wspinał i potem bardzo ładnie zjeżdżał z powrotem ubłocony", takich wspomnień chyba mało kto spodziewał się po dziennikarzu radiowej Trójki. W końcu Wojciech Mann to przecież uosobienie spokoju i kultury osobistej. Sięgnęliśmy do źródeł i okazało się, że "dręczenie" łasucha to niejedyny jego wybryk... 

Zdjęcie

/fot /AKPA

Jako uczeń nie stronił od wagarów, potajemnie popijał winny napój Maślacz, a nawet fałszował szkolną legitymację. Ale po kolei: były gospodarz kultowej "Szansy na sukces" to chłopak z warszawskiego Powiśla. Rodzina Mannów przez wiele lat mieszkała przy ulicy Dobrej - najpierw dzieliła mieszkanie z dwiema innymi rodzinami, potem "awansowała" do własnego M3. W sublokatorskim pokoju nie zabrakło radia, więc muzyka towarzyszyła popularnemu dziennikarzowi niemal od zawsze.

Jak chętnie podkreśla Mann, jego stosunek do niej jest "pasożytniczy", bo sam jej nie tworzy. Ale nie zawsze tak było. Jako mały chłopiec uczył się gry na gitarze. "Moje chłopięce paluszki były nieźle pokiereszowane i zbolałe. Gitara wylądowała w wersalce razem z nadziejami na wielką karierę", czytamy w bestsellerze "RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą". Mimo tych niepowodzeń, mama zapisała małego Wojtka do harcerskiego zespołu Gawęda. Jak wspomina dziennikarz, "Gawęda robiła dokładnie wszystko to, czego ja nie znosiłem i nie umiałem robić: tańczyła, grała i śpiewała". 

Zdjęcie

„Z synem Marcinem jesteśmy podobni jak dwie krople wody. Odróżnić można nas tylko po głosie”.
/fot /AKPA

Skończyło się na staniu w ostatnich rzędach chóru i udawaniu śpiewania, ale lata spędzone w zespole nie poszły całkiem na marne. "Nauczyłem się palić papierosy. Konkretnie dość obrzydliwe mentolowe Zefiry". Niestety, przyjemność kosztowania zakazanego owocu psuł strach. "Jak głosiła szeroko rozpowszechniana plotka, papierosy mentolowe fatalnie wpływały na męską potencję, a nie ukrywam, że bardzo mi na niej zależało". Pierwsza miłość dopadła RockManna w liceum i była blondynką. Niestety, nastolatkowi zabrakło odwagi, by się z nią umówić. Czas na "stałą dziewczynę" przyszedł pod koniec szkoły.

"Pamiętam, jak jechaliśmy razem autokarem na wycieczkę, prawdopodobnie do Sandomierza... To był mój pierwszy pocałunek w życiu i omal nie zemdlałem z wrażenia", wspominał Mann w jednym z wywiadów. W tym samym wywiadzie przyznał jednak, że do jego szkolnej paczki dziewczyny nie należały, "ponieważ były głównie głupie". A z paczką nie było żartów - stanowiła poważną i szanującą się organizację. "Mieliśmy własną pieczątkę (z gumki) i bardzo surowe kary, np. wyrywanie pojedynczych włosów, za zdradzenie tajemnic". Jak większości nastolatków, Mannowi zdarzało się nabroić, ale trzeba przyznać, że młodość spędził jednak ambitnie.

Dużo czytał, uczył się angielskiego i stworzył z Andrzejem Olechowskim, późniejszym ministrem finansów i spraw zagranicznych, stowarzyszenie miłośników rockandrolla Pops Fan Club. Po maturze przyszły dziennikarz na chwilę minął się z powołaniem, spędzając cztery lata na dzisiejszej SGH, z której dwa razy go wylewano. Po drugim "wylaniu" zdał na filologię angielską, po drodze zaliczając jeszcze przygodę z wojskiem, gdzie ujawnił się jego wybitny talent... strzelecki. "Na zajęciach wcelowałem prosto w środek tarczy. Major oświadczył, że to niemożliwe, by taka pierdoła tak trafiła, i kazał strzelać jeszcze raz. Znowu wcelowałem, a pod koniec zajęć major mówił do mnie »proszę pana«".

Po studiach Mann szybko trafił do radiowej Trójki. Gdy był dzieckiem, koleżanka mówiła mu, że w skrzynce radiowej "siedzą małe ludziki i mówią". Wojciech Mann od kilkudziesięciu lat pozostaje jednym z najbardziej lubianych "ludzików" radiowych.

Agnieszka Niedek

W tekście wykorzystano fragmenty książki Wojciecha Manna "RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą" (wyd. Znak).

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Show

Reklama