Reklama

You Can Dance. Wywiad z Agustinem Egurrolą

Czwartek, 3 marca 2016 (13:34)

Znamy go głównie jako jurora „You Can Dance” oraz „Mam talent!”. Ale to zaledwie mały fragment tego, czym zajmuje się na co dzień. Przyznaje, że jest perfekcjonistą, który… ma misję.

Po raz pierwszy ma Pan szansę zdobyć Telekamerę Tele Tygodnia. Liczy Pan po cichu na wygraną?

Byłoby pięknie, ale konkurencja jest mocna. Już sama nominacja jest powodem do wielkiej satysfakcji, że moja praca w „Mam talent!” i „You Can Dance” została doceniona. Bardzo się cieszę z tego prestiżowego wyróżnienia, a jeśli uda się wygrać, to będzie super. To moja pierwsza nominacja i dlatego jest dla mnie tak ważna! Każdy lubi być nagradzany.

Niebawem ruszy dziewiąta już edycja „You Can Dance”. Zdradzi Pan, co się w niej będzie działo?

Nowa formuła, nowi jurorzy, nowa energia. Chcemy, żeby ten program był jeszcze lepszy. Nad tym właśnie intensywnie pracujemy. Jesteśmy już po castingach, w których wzięło udział mnóstwo utalentowanych osób. Wybraliśmy 36 naprawdę świetnych tancerzy.

Chętnych wciąż nie brakuje!

Ten program jest bardzo ważny dla młodych ludzi. Obserwuję, jak w trakcie poszczególnych etapów tego wyzwania odblokowuje się ich psychika. To dla nich wielki krok w rozwoju.

A jak ocenia Pan nowe jury?

Mamy teraz czterech jurorów i wszyscy są merytoryczni. W osiemdziesięciu procentach ocena występów dotyczy tańca. Każdy uczestnik dostaje od nas rzetelną informację na temat swoich umiejętności. Na jakim jest poziomie i nad czym powinien popracować. Owszem, są emocje i gorące dyskusje, ale przede wszystkim jest profesjonalnie.

Ale widzowie zrozumieją, o czym mówią fachowcy?

Staramy się mówić językiem, w którym nie dominują fachowe terminy. Dodam jeszcze, że kolejną nowością w tej edycji będzie pojedynek między tancerzami scenicznymi i streetowymi!

Na co dzień ma Pan kontakt przede wszystkim z młodymi ludźmi. Czego się Pan od nich uczy?

Na pewno odmładzają moje spojrzenie na życie. Poza tym, co bardzo ważne, dają inną energię, perspektywę. Ich sposób postrzegania świata, chęć rozwoju i ta determinacja, żeby iść dalej, są niesamowicie inspirujące. Młodzi ludzie są teraz ambitni, są obywatelami świata i chcą go zmieniać. Nie mają kompleksów ani ograniczeń. Lubię ich mieć wokół siebie, żeby obserwować, jak spełniają swoje cele w życiu.

W swoim czasie Pan też powalczył o marzenia…

Zawsze miałem i wciąż mam marzenia! (śmiech) Młodzi ludzie przypominają mi, że w życiu nie ma ograniczeń. 18-latków czy 20-latków cechuje inna odwaga i skłonność do ryzyka, niż wtedy, gdy kierują nami pewne doświadczenie i wiedza.

Ale to młodzieżowe słownictwo… Rozumie Pan, o czym rozmawiają?

Jak się kogoś chce zrozumieć, trzeba go po prostu słuchać. Młodzież używa coraz więcej angielskiego, stosuje też mnóstwo skrótów. To ciągle się zmienia. Jeszcze nie tak dawno popularne było sformułowanie „mam na coś zajawkę”, a teraz wyszło już z mody.

Stworzył Pan sieć siłowni tylko dla kobiet. Skąd taki pomysł?

Żartuję, że panuje tam atmosfera, jak w serialu „Seks w wielkim mieście”. (śmiech) Zawsze, gdy widziałem, jak panie ze sobą rozmawiają, fascynowało mnie, o czym mogą tak długo dyskutować. Pomyślałem, że skoro to dla nich taka frajda, to stworzę im miejsce, w którym będą mogły swobodnie dzielić się ze sobą swoimi problemami i pragnieniami. Mają tam swój świat i dla facetów jest tam wstęp wzbroniony.

A co było impulsem do założenia szkół tańca dla dzieci?

Chłopcy mają piłkę nożną czy inne sporty, a dla dziewczynek jedną z najwspanialszych aktywności fizycznych jest taniec. To swoista mieszanka sportu z byciem księżniczką.

Prowadzenie szkół dla dzieci to moja wielka misja. Kontakt z tańcem od wczesnych lat wspaniale rozwija nie tylko sylwetkę, uczy dyscypliny, najpełniej łączy psychikę, emocje i ciało w całość.

Poza tym pozwala się dzieciakom wyszaleć i daje im mnóstwo radości.

Czuje się Pan człowiekiem sukcesu?

Oczywiście, nie chcę być fałszywie skromny. Ale każdego dnia muszę ten sukces na nowo potwierdzać. To niekończący się proces udoskonalania. Ogromna satysfakcja, ale też obowiązek, odpowiedzialność… Niestety, jestem perfekcjonistą.

Na koniec proszę zdradzić, jakie jest zdrobnienie imienia Agustin? Zastanawiałam się nad tym, ale nic nie wymyśliłam…

Ha! Trudne pytanie. Agnieszka Chylińska mówi do mnie „Aguś”. Ale tylko jej na to pozwalam,

Rozmawiała Marzena Juraczko

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama