Reklama

30. urodziny "Teleespressu"

Poniedziałek, 18 lipca 2016 (10:36)

Najważniejsze informacje z kraju i newsy ze świata podawane są w telegraficznym skrócie, ale często z dystansem i dużą dawką humoru. To unikatowy styl jednego z najpopularniejszych magazynów informacyjnych w historii polskiej telewizji, który świętuje trzy dekady obecności na ekranie.

Po raz pierwszy „Teleexpress” pojawił się na wizji 26 czerwca 1986 roku kwadrans po go dzinie 17. Natychmiast zdobył rzeszę wiernych widzów. W kraju zmieniały się warunki polityczne, ustrój, prezesi tele wizji oraz same media, a program wciąż pędzi w teleexpressowym tempie – bez przystanków.

Wyjątkowy!

Twórcami tego nowatorskiego jak na ówczesne czasy serwisu informacyjnego byli Józef Węgrzyn i nieodżałowany Andrzej Turski. To oni nadali mu nowatorską formę. W czym tkwił fenomen i sukces trwającego zaledwie piętnaście minut programu? Przede wszystkim w nowej, dotychczas niestosowanej w telewizji polskiej formule – miksie informacji z kraju i zagranicy, serwowanych szybko, dynamicznie, ze swobodą i dowcipem.

Do dziś obowiązuje tu opracowana przed laty zasada 30/15 – czyli 30 newsów musi zmieścić się w kwadransie.

Zgrany i sprawdzony team

Wyróżnikiem programu był także młody zespół redakcyjny. – Pionierskie czasy, nowa formuła, nowy język, a przede wszystkim zespół – wspomina w wydanej z okazji jubileuszu książce „Teleexpress. 30 lat minęło” Marek Sierocki.

– Ludzie byli niezwykle życzliwi. Każdy komuś coś podpowiadał – dodaje dziennikarz, który w programie przygotowywał muzyczne Telehity i do dziś jest na redakcyjnym pokładzie. Pierwszym prezenterem „Teleexpressu” był Wojciech Mazurkiewicz, ale twarzą-wizytówką programu został Wojciech Reszczyński.

Charakterystyczny radiowy głos i telewizyjna uroda błyskawicznie zjednały mu rzeszę wielbicielek. – Wojciech bardzo szybko wyrósł na gwiazdę. Już po kilku dniach przychodziły do niego worki listów – zdradza w książce Sierocki. Jednak, jak się okazuje, zdarzały się także głosy krytyki.

– Państwo piszą do nas listy, że zbyt szybko czytamy nasze wiadomości, ale to jest „Teleexpress”. Osobowy odchodzi o 19.30 (była to pora emisji „Dziennika Telewizyjnego”) – skomentował na wizji głosy oburzenia Reszczyński.

Serwis stał się później prawdziwą kuźnią telewizyjnych talentów. Właśnie w „teleexpressowym” studiu swoje pierwsze kroki stawiali m.in. Wojciech Nowakowski, Magda Mikołajczak, Jolanta Fajkowska, Bożena Targosz, Adriana Niecko, Jarosław Kret, Kuba Strzyczkowski, Piotr Gembarowski, Hanna Lis i wspomniany już Marek Sierocki. Na przestrzeni lat przez program przewinęło się ponad 30 prezenterów!

Nadal w formie

Wielokrotnie wieszczono koniec „Teleexpressu”. Na szczęście, ku uciesze wiernych widzów, informacje te okazały się mocno przesadzone. Zaledwie raz w ciągu 30-letniej obecności na naszych ekranach serwis doświadczył przesunięcia w ramówce. W 1992 roku godzina emisji zmieniła się z 17.15 na 17. Kilka razy odświeżano za to czołówkę programu oraz scenografię w studiu.

Sam „Teleexpress” zmienił się niewiele. Choć młodzieńcze uniesienia ma już dawno za sobą, nadal trzyma się świetnie. Zachował swoje tempo, specyficzny ogląd świata i, co najistotniejsze, miejsce w sercach telewidzów.

– Nasz program to fenomen – przyznaje Maciej Orłoś (współautor wspomnianej książki), który z „Teleexpressem” związany jest od 1991 roku. – Kilka stacji próbowało robić magazyny w podobnej formule, ale to my wciąż jesteśmy w czołówce. Prowadzę program od 25 lat, a widzowie to doceniają – dodaje dziennikarz.

– Bardzo często słyszę od nich: – Kiedy o 17. 00 zaczyna pan „Teleexpress”, to my panu odpowiadamy: – „Dzień dobry, panie Maćku!”. Z okazji jubileuszu życzymy całej redakcji programu 100 lat!

JBJ

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozmaitości

Tele Tydzień

Reklama