Reklama

Janosik: 40 lat góralskiej legendy

Czwartek, 3 kwietnia 2014 (09:57)

Ten serial zawładnął naszą wyobraźnią. I kiedy słyszymy o Janosiku, myślimy nie o tamtym prawdziwym, Słowaku z Terchovej, tylko o Marku Perepeczce. Reżyser i aktorzy stworzyli legendę na nowo.

Ekipa wykonała imponującą pracę. W ciągu 11 miesięcy zdjęć na 80 tysiącach metrów taśmy filmowej nakręcono trzynaście odcinków. Obejrzenie ich zajęłoby 12 godzin i 25 minut.

Twórcy pracowali w górach: w Tatrach w Dolinie Chochołowskiej, na Podhalu w przełomie Białki i w Dębnie, a także na Słowacji w Orawskim Podzamku.

Zdjęcia kręcono też w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej oraz w studiach w Warszawie i Pradze. Efekt był znakomity: „Janosika” przyjęto entuzjastycznie i od 40 lat należy on do najpopularniejszych polskich seriali.

To już tyle lat?

Jubileusz to okazja do wspomnień dla Ewy Lemańskiej (Maryna), Witolda Pyrkosza (zbójnik Jędruś Pyzdra), Jerzego Cnoty (zbójnik Gąsior) i Mariana Kociniaka (murgrabia).

– Sukces popularności „Janosika” tkwi przede wszystkim w jego prostocie i trzymającej w napięciu akcji – uważa mieszkająca od wielu lat na Florydzie Ewa Lemańska, dla której rola Maryny była najważniejszą w karierze.

Dostała ją po zdjęciach próbnych, choć w ich trakcie nie wiedziała, w jaką postać miałaby się ewentualnie wcielić.

– Dopiero miesiąc później poinformowano mnie, że zagram narzeczoną głównego bohatera. Polubiłam ją, bo była silną, upartą i nieco zadziorną dziewczyną.

Rok wcześniej skończyłam szkołę aktorską i czułam się trochę przerażona tą propozycją, na szczęście reżyser i Marek Perepeczko szybko oswoili mnie z filmowym planem. To były niezapomniane plenery, pachnące cudownie sianem i krowami.

Zbójnickie biesiady

– Z góralami też dość szybko się zaprzyjaźniliśmy, choć był i taki gazda, któremu nic się na planie nie podobało. Ale kiedy Passendorfer zrobił z niego statystę, narzekania natychmiast ustały – wspomina z uśmiechem pani Ewa, którą tak bardzo utożsamiano z serialową postacią, że przez kolejne lata nie dostała znaczącej propozycji filmowej.

– Praca na planie „Janosika” pozostała do dziś moją największą filmową przygodą. Byliśmy świetnie dobraną ekipą, do tego mocno zabawową.

Ta atmosfera wesołości w jakiś sposób przeniosła się na ekran, bo wszyscy żyliśmy góralskim życiem, tamtymi obyczajami. Szczególnie Bogusz Bilewski, który po zdjęciach zostawał w filmowych ciuchach bratając się w karczmach z miejscowymi. Dwa razy miał nawet złamaną nogę i podczas zdjęć chodził przez jakiś czas w gipsie – opowiada Jerzy Cnota i dodaje, że postać Gąsiora od razu przypadła mu do gustu.

– To typ hulaki i rozrabiaki, prowokującego do bójek. Związałem się emocjonalnie z tą rolą, była do mnie idealnie dopasowana – mówi aktor, który po pracy na planie spędzał najwięcej czasu z Witoldem Pyrkoszem i Marianem Kociniakiem.

Weseli lokatorzy

– Zgrupowano nas w jednym miejscu, bo kierownictwo produkcji sądziło, że w ten sposób najlepiej aktorów upilnują.

To był kolosalny błąd, gdyż wszystkie bankiety odbywały się właśnie tam, gdzie mieszkaliśmy. Po jakimś czasie postanowiono zmienić lokalizację i nasza zmartwiona gospodyni powiedziała: „Wie pan, ile miałam pieniędzy za butelki zwrotne?” – zdradza Witold Pyrkosz, czyli serialowy Pyzdra.

– To moja pierwsza duża rola serialowa, a praca w otoczeniu tak wspaniałych ludzi, sprawiała, że wszystko doskonale się układało. Nie było żadnych spięć i nerwowych sytuacji – dodaje aktor.

Groźny i śmieszny

– Pierwowzorem postaci murgrabiego był groźny sierżant z filmu „Fanfan Tulipan”, któremu nic nigdy się nie udawało. Ta postać tak bardzo mi się spodobała, że wziąłem ją sobie za wzór – mówi Marian Kociniak. Na potrzeby produkcji zapuścił, jak inni aktorzy, długie włosy.

– Aby zagrać w „Janosiku” musiałem umieć jeździć konno, posługiwać się szablą. Praca szła gładko, a reżyser nam ufał i często przystawał na nasze propozycje. To był wspaniały czas.

Artur Krasicki

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozmaitości

Tele Tydzień

Reklama