Reklama

Masterchef Junior. Bitwa na pięć dań

Poniedziałek, 30 maja 2016 (13:35)

Ich entuzjazm dodaje smaku potrawom! By wygrać, Natalia Paździor i Jakub Tomaszczyk muszą przygotować popisowe menu degustacyjne.

Są dynamiczne i pomysłowe. Mają wdzięk, poczucie humoru i talent. Bez niego nie trafiłyby przecież do pierwszej polskiej odsłony popularnego na całym świecie talent show „MasterChef Junior”. A że przy wszystkich tych zaletach mają od 8 do 13 lat, jurorzy sami stają się przy nich jakby młodsi, bardziej skorzy do zabawy... Na początku uczestników było czternaścioro. Zostało dwoje. Teraz staną do walki w finale.

Czym 11-letnia Natalia Paździor i 12-letni Jakub Tomaszczyk zachwycą jurorów? Anna Starmach mówi: – Dostaną zadanie, jakie w tego typu programach otrzymują dorośli: muszą przygotować menu degustacyjne na pięć dań. Trzeba być znakomitym szefem kuchni, żeby sobie z tym poradzić. A to dlatego, że menu musi się uzupełniać, mieć wewnętrzną logikę, początek i koniec. Porcje powinny być idealnie zbilansowane, mają pięknie wyglądać i nie być zbyt duże – dodaje jurorka.

Tu każdy wygrywa

Gotowanie jako wyzwanie, pasja i droga do szczęścia, jako coś, czemu nie sposób się oprzeć – i to już w młodym wieku? Jak Państwo myślą, jurorzy też zaczynali tak wcześnie? Otóż... nie!

Na pytanie, czy pamięta eksperymenty kulinarne z dzieciństwa, Mateusz Gessler odpowiada: – Nie bardzo, bo ja wtedy jadłem! I to dużo częściej niż gotowałem. Moje eksperymenty polegały więc na tym, by próbować jak najwięcej nowych rzeczy, poznawać smaki. Zacząłem gotować trochę później – przyznaje mistrz kuchni, który dorastał w Paryżu.

Doskonale za to pamięta, co mu wtedy smakowało: – Lubiłem wszystko, co dziwne, nieznane, różnokolorowe, co miało ciekawą strukturę. Uwielbiałem warzywa, owoce, no i byłem zafascynowany podrobami – twierdzi. Podobnie kształtują się wspomnienia Michela Morana.

– Nasi uczestnicy mają od 8 do 13 lat. Wstyd przyznać, ale ja w ich wieku o gotowaniu nie miałem zielonego pojęcia. Nie wiedziałem nawet, co to jest omlet! Tak, to jednak była zupełnie inna epoka – mówi. Ostatnia nadzieja w Annie Starmach, zwyciężczyni konkursu „Gotuj o wszystko”, która ukończyła słynną paryską szkołę kucharską Le Cordon.

– Zawsze się chwaliłam, że wcześnie zaczęłam gotować i że robiłam to naprawdę dobrze, bo mając kilka lat lepiłam pierogi, przygotowywałam z tatą naleśniki, piekłam sernik. Po tym, jak zobaczyłam, co potrafią uczestnicy programu, cichuteńko się z tego wycofuję. To jest jednak zupełnie inny poziom. Gotowałam jak dziecko, maluchy z „MasterChef Junior” robią to jak dorośli! – przyznaje.

Bierzmy z nich przykład

W finale pojawią się wszyscy. Chcą kibicować Natalii i Jakubowi. Mali kucharze (cała czternastka!) mają w sobie coś, co przyciąga jak magnes. To spontaniczność i chęć nauki bez napinania się. – Nie są jak my, dorośli, nastawieni na ciągłą rywalizację. Przyszły, żeby gotować, dobrze się ba- wić, poznać inne dzieci. Żeby zobaczyć, jak wygląda studio i profesjonalna kuchnia.

Wynoszą z tego bardzo dużo bez względu na etap, do którego doszły – uważa Anna. – To fantastycznie spędzony czas – dodaje Michel. Ciepłych słów nie szczędzi też Mateusz: – Mają dystans, luz, poczucie humoru. To rzeczy istotne w życiu każdego z nas, nie tylko kucharzy. Dorośli za bardzo się przejmują, tymczasem warto się tak jak nasi młodzi mistrzowie śmiać, wygłupiać, uczyć przez zabawę. Czy ma dla nich radę na przyszłość? – Byłoby cudownie, gdyby pozostały takie, jakie są!

Maciej Misiorny

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozmaitości

Tele Tydzień

Reklama