Reklama

Moje córki krowy. Piękna opowieść o trudnych sprawach

Wtorek, 19 stycznia 2016 (09:33)

Znakomity duet aktorski – Agata Kulesza i Gabriela Muskała – w rolach zwaśnionych sióstr, które połączy odchodzenie rodziców. Świetne kino do śmiechu i łez.

Po raz pierwszy w historii festiwalu w Gdyni Nagroda Publiczności i Nagroda Dziennikarzy powędrowały do autorów jednej produkcji – filmu Kingi Dębskiej „Moje córki krowy”. Opowieść to niezwykła, bo lekka i wciągająca, szalenie dowcipna, choć o rzeczach najtrudniejszych: niezgodzie, chorobie, pojednaniu i śmierci.

Pięknie o odchodzeniu

Czy to prawda, że z rodziną najlepiej wygląda się na zdjęciu? Czy są krzywdy, których nie da się wybaczyć i winy, które odpuszczamy sobie dopiero w obliczu spraw ostatecznych?

Dębska na te pytania odpowiada. I choć temat nie jest łatwy, robi to w sposób uroczo delikatny. Od pierwszej sceny wyraźny jest konflikt między siostrami – starszą Martą (Agata Kulesza), gwiazdą seriali, popularną i zamożną, pewną siebie, ale samotną oraz młodszą Kasią (Gabriela Muskała), nauczycielką, wiecznie zalęknioną, nadużywającą alkoholu, z mężem nieudacznikiem u boku.

Dawno zapomniały, jak ze sobą rozmawiać. Pokłóciły się o to, która dla rodziców jest ważniejsza. Zacznie się to zmieniać, gdy matka wyląduje na OIOM-ie z nieodwracalnym uszkodzeniem mózgu. Nigdy już nie będzie taka, jak kiedyś (nie pomogą pielgrzymki, uzdrowiciel, dziwne seanse spirytystyczne).

Zamilknie, jej powrót do świata ludzi świadomych siebie stanie pod znakiem zapytania. Jak w obliczu dramatu (zachwiał się cały system wartości rodziny!) zachowają się córki? A ojciec? Polubiliśmy przecież tę wiecznie nadąsaną rodzinę. Życzymy im dobrze. Gdy więc u taty badanie wykaże obecność guza mózgu, zaczniemy drążyć: nie za dużo tego?

Nie możnaby jakoś tych nieszczęść dawkować? Nie, nie można, Dębska postanowiła bowiem opowiedzieć nie tyle historię, przykrojoną do naszych oczekiwań, co przedstawić życie takie, jakim jest, z jego okrucieństwem i nieobliczalnością. Dopiero na tym tle da się pokazać to, co ważne.

Genialny jest ojciec grany przez Mariana Dziędziela, który po operacji rozpocznie wędrówkę na drugą stronę poprzez powolne tracenie siebie. Matka zresztą także będzie znikać stopniowo, aż Marta powie jej na ucho: – Mamo, ciebie już prawie nie ma. Mocne, a przecież ciepłe kino.

Maciej Misiorny

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozmaitości

Tele Tydzień

Reklama