Reklama

Niezwykły jubileusz Festiwalu Filmowego w Gdyni

Czwartek, 15 października 2015 (10:32)

Złote Lwy dla „Body/Ciało”, Srebrne dla „Ekscentryków” i mnóstwo wyróżnień. – Po obejrzeniu 18 filmów wiem, że nasze kino ma się świetnie! – mówił Allan Starski.

Znakomici goście, przepiękne kreacje, spotkania starych i nowych znajomych, długie dyskusje o tym, który film lepszy, a który najlepszy, wydarzenia towarzyszące, gwiazdy na wyciągnięcie ręki – tegoroczny, 40. Festiwal Filmowy w Gdyni obfitował w atrakcje!

Choć rozpoczął się galą wręczenia Diamentowych Lwów w poniedziałkowy wieczór, konkursowy maraton filmowy tak naprawdę ruszył dopiero we wtorek.

Na pierwszy ogień poszło „Ziarno prawdy”. Po projekcji w Teatrze Muzycznym Robert Więckiewicz przyznał: – Cudowny paradoks aktora polega na tym, że na moment staje się kimś innym, pozostając jednocześnie sobą. My przecież nosimy w sobie wszystkich, a ja bez trudu odkryłem, że mam cechy Teodora Szackiego – mówił o swoim bohaterze.

Reżyser Borys Lankosz zdradził zaś, że – psst! – prawdopodobnie nakręci ostatnią część trylogii o słynnym prokuratorze, „Gniew”.

Spośród 18 konkursowych produkcji kilka tuż przed festiwalem zeszło ze stołu montażysty. Tak rzecz się miała m.in. z „Córkami dancingu” Agnieszki Smoczyńskiej (najlepszy debiut): – Skończyliśmy pracę w piątek, to był nasz pierwszy pokaz prasowy – żartowała.

Ogromnie zainteresowanie wzbudził film Janusza Majewskiego „Ekscentrycy, czyli po jasnej stronie ulicy”: – Ktoś mi powiedział, że Fabian (Maciej Stuhr) to anioł, który przyjechał do Ciechocinka z Anglii, żeby opowiedzieć ludziom, że trzeba patrzeć na jasną stronę ulicy. Miał rację. Dyskutując z innymi produkcjami, miałem już trochę dosyć tych idących po ciemnej stronie – wyznał Majewski.

Zupełnie inny, choć przyjęty z równie wielkim entuzjazmem, okazał się dramat Jerzego Skolimowskiego „11 minut”, wybrany jako polski kandydat do Oscara: – Złowrogi zgiełk współczesnego świata coraz bardziej nas oszałamia. Tracimy kontrolę, stając się podatni na oddziaływanie przypadku – mówił.

Owacjami na stojąco (trwającymi najdłużej!) nagrodzono Małgorzatę Zajączkowską, przejmującą w „Nocy Walpurgii”. Jak przyznał przewodniczący jury, Allan Starski, w tym roku trudno było wybrać numer jeden. – Po obejrzeniu 18 filmów wiem, że nasze kino ma się świetnie! – podsumował.

Ostatecznie nagrody główne powędrowały do: Krzysztofa Stroińskiego i Janusza Gajosa (ex aequo za rolę męską w „Anatomii zła” i „Body/Ciało”), Agnieszki Grochowskiej (rola żeńska, „Obce niebo”) oraz filmów „Ekscentrycy” (Srebrne Lwy) i „Body/Ciało” (Grand Prix – Złote Lwy).

Z poczuciem humoru i wdziękiem honorowe Platynowe Lwy odebrał Tadeusz Chmielewski. Tragicznym akordem finalnym festiwalu była natomiast śmierć Marcina Wrony (w konkursie startował jego „Demon”). Podczas gali zamykającej Stanisława Celińska zaśpiewała „Naprawdę jaki jesteś, nie wie nikt”. Pamięć reżysera uczczono minutą ciszy.

Maciej Misiorny

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozmaitości

Tele Tydzień

Reklama