Reklama

Paulina Chruściel o sobie i serialu "Singielka"

Czwartek, 15 października 2015 (10:32)

Pracuje w redakcji i szuka tego jedynego – to właśnie Elka, nasza polska Bridget Jones. Aktorka zdradza, co jest największą zaletą oraz... słabością tytułowej singielki.

Dlaczego Elka nie może znaleźć miłości?

Tak naprawdę nie znam odpowiedzi na to pytanie. Próbujemy dowiadywać się o tym codziennie na planie serialu. Elka jak wiele dziewczyn i kobiet do niej podobnych ma kompleksy, lekką nadwagę i niepoukładane życie zawodowe.

Jest trochę za gruba, trochę za brzydka i trochę niemądra. Ale ma wielkie serce, charakter i silną wolę. Chyba że chodzi o pierogi, pączki i wino (śmiech).

Czym będzie się kierować w wyborze partnera?

Sercem! Elką kierują prawdziwe emocje i szczere uczucia. Bywa impulsywna, nieprzewidywalna, czasem naiwna, innym razem zabawna. Stara się być w tym sobą, po prostu. Rzecz jasna, popełnia mnóstwo błędów, ale zawsze się podnosi i to jest jej siła.

No, oczywiście, dobrze by było, żeby ten wymarzony był chociaż trochę przystojny (śmiech).

Kto lepiej spełnia jej kryteria – Mikołaj czy Tomek?

Nie mogę zdradzać wszystkiego od razu (śmiech). Każdy podoba jej się z innego powodu. Mają zupełnie różne cechy, które ją pociągają i odpychają jednocześnie. Mogę zapewnić widzów, że to historia, która ciągle będzie ich zaskakiwać!

Jak rozwinie się Pani postać?

Widzowie poznają Elkę w przełomowym dla niej momencie. Postanawia wreszcie wziąć się za siebie. Przejdzie w końcu metamorfozę, okupioną dużym wysiłkiem.

To historia o poszukiwaniu siebie, o tym, że trzeba przestać się okłamywać, że jest dobrze po prostu tak, jak jest. Trzeba zmieniać coś w życiu i próbować, mimo że nie od razu wszystko się udaje. To jest naprawdę w Elce fajne, że ona nigdy się nie poddaje.

Jest Pani żoną i mamą, ale gdyby mogła Pani obudzić się pewnego ranka jako singielka, co by Pani zrobiła?

Szybko bym się nie obudziła… Zostałabym cały dzień w łóżku (śmiech)! Zazwyczaj nie mam na to szansy – zdjęcia do „Singielki” to ciężka praca, jesteśmy na planie po 12 albo i więcej godzin dziennie, 6 dni w tygodniu.

Tak, w takiej sytuacji spędziłabym cztery dni śpiąc, jedząc i wylegując się w łóżku... Nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz to robiłam (śmiech). A przecież oprócz tego jestem też mamą, więc kiedy nie pracuję, to zajmuję się dzieckiem, staram się nadrobić zaległości.

Do tego córka jest rannym ptaszkiem, a wieczorami nie wyobraża sobie, że mogłaby obyć się bez mamy i „Dzieci z Bullerbyn”, które uwielbia.

Rozmawiała Natalia Łuczak

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozmaitości

Tele Tydzień

Reklama