Reklama

Twoja twarz brzmi znajomo 2. Nadchodzi jeszcze większe szaleństwo

Środa, 1 października 2014 (12:36)

Wielkimi krokami zbliża się nowa, druga odsłona popularnego show „Twoja twarz brzmi znajomo”. Już dziś przedstawiamy Państwu ósemkę rozśpiewanych, roztańczonych i gotowych do przebieranek uczestników programu.

Dobrej zabawy nigdy dosyć! Jeśli zaś służy ona nie przepychankom do miejsca na podium, lecz słusznej sprawie, to jeszcze lepiej!

Kochaj to, co robisz!

Już 6 września na antenie Polsatu rusza druga edycja nietuzinkowego talent-show „Twoja twarz brzmi znajomo”. Producent gwarantuje zaprawionych w bojach jurorów (Małgorzatę Walewską, Pawła Królikowskiego, DJ Adamusa i nową w składzie Katarzynę Skrzynecką), sprawdzowy team prowadzących (Piotra Gąsowskiego i Macieja Dowbora), mnóstwo muzyki, przebieranki, a także ośmiu uczestników.

Dlaczego chcieli tu być?

– Zdecydowała ciekawość. Uwielbiam się wygłupiać i wcielać w różne postaci, dotychczas robiłam jednak głównie pastisze. Oglądałam pierwszą edycję. Byłam pod wielkim wrażeniem! Wtedy też zaczęłam zastanawiać się, czy dałabym radę zmierzyć się z tym arcytrudnym wyzwaniem. Marzę, by wygrać choć jeden odcinek, ponieważ chciałabym, aby pieniądze trafiły do chorych dzieci – przyznaje Barbara Melzer.

Joanna Liszowska dodaje: – Kiedy decydowałam się na szkołę aktorską, najcudowniejsza była dla mnie możliwość łączenia aktorstwa ze śpiewaniem, a najlepiej jeszcze z tańcem. Ten program łączy to wszystko.

Dla mnie to szalenie istotne, bo wyznaję zasadę „Kochaj to, co robisz, a nigdy nie będziesz musiał iść do pracy”. Poza tym, to fantastyczna przygoda, choć mamy dużo pracy i każdy z nas robi tu wszystko na sto procent!

Najgorzej jest z połączeniem wszystkich elementów: śpiewu, poruszania się, gestów charakterystycznych dla danej gwiazdy. Do tego trzeba zapomnieć o własnym temperamencie, bo przecież mamy do czynienia z realnymi postaciami i musimy się do nich jak najbardziej upodobnić.

Wyskoczyć z siebie

Marek Kaliszuk zdecydował się „zmienić twarz”, bo to, co zobaczył w 1. edycji, wydało mu się niewiarygodne! – Zazdrościłem kolegom, gdy stawali się kimś innym. Zastanawiałem się, jak to jest przechodzić taką metamorfozę i to nie tylko dzięki charakteryzacji, lecz zmianie warunków głosowych i sposobu poruszania się.

To jest tu najtrudniejsze, bo na co dzień staram się budować rolę bez naśladowania kogokolwiek. Brat mojej koleżanki cierpi na dziecięce porażenie mózgowe. Gdybym wygrał, chciałbym przekazać pieniądze na jego leczenie.

Występ w programie będzie wyzwaniem również dla Kuby Molendy: – Przeistaczanie się w inną osobę i totalne zamknięcie swojego artystycznego „ja” jest bardzo trudne. Moja praca polega na tym, że na scenie mam być sobą. Tu trzeba o tym zapomnieć i co tydzień stawać kimś innym.

Dla Jacka Kawalca to przygoda i doświadczenie zawodowe: – Długo musiałbym czekać, by w kilka tygodni wcielić się w osiem różnych postaci. Tutaj jest to możliwe, mam również szansę na pokazanie szerokiego wachlarza możliwości aktorskich. Kiedy szuka się aktora do konkretnej roli, stawia się na tego, kto jest najbardziej podobny do danej postaci. Gdybym miał zagrać Michaela Douglasa, nie miałbym większych trudności, ale jeśli muszę zagrać kobietę i jeszcze zaśpiewać jak ona, to naprawdę trzeba stanąć na rzęsach, by to się udało. Byłbym szczęśliwy, gdybym zwyciężył w jednym z odcinków. Mógłbym wesprzeć filię szkoły dla niewidomych z Lasek na Saskiej Kępie. To mała placówka, której z powodów ekonomicznych grozi zamknięcie.

Magdę Steczkowską zwabiła tu obietnica przeżycia przygody: – Chciałam wcielić się w różne postaci, bo na co dzień tego nie robię. Nie mam żadnego doświadczenia aktorskiego, nigdy nie grałam nawet w musicalu, więc jest to niełatwe, ale kuszące wyzwanie. Wpływ na moją decyzję miał też fakt pracy z fajnymi ludźmi.

Co sprawia mi największą trudność? Niełatwo wyzbyć się siebie, bo do tej pory byłam... tylko sobą. A teraz muszę wcielać się w postaci, które są mi zupełnie obce. Na co przeznaczę ewentualną nagrodę? Mam kilka pomysłów, ale tak naprawdę nie ma znaczenia, czy wygram. Najważniejsze, że pieniądze trafią do tych, którzy ich potrzebują.

Apetyczne i stresujące

Maję Bohosiewicz cieszy możliwość przebierania się za ulubionych artystów: – To duża frajda, ale jeszcze cięższa praca. Nigdy wcześniej nie śpiewałam ani nie uczyłam się tańczyć. Robienie tego w dziwnych strojach, z doklejoną sztuczną twarzą, czy zębami – oj, nie jest to bułka z masłem! Gdybym wygrała w którymś z odcinków, przekazałabym nagrodę na Fundację Uśmiech Dziecka – mówi.

Marcin Przybylski twierdzi zaś, że... ma tremę: – Wychodzenie ze swoją pracą, z tym co człowiek przygotowuje w skrytości garderoby, nie ma przełożenia na to, co czeka nas tu. W tym show naszą ciężką pracę zobaczą miliony!

Z jednej strony to „apetyczne”, z drugiej stresujące. Dużo pracy wymaga przygotowanie głosu, bo postaci, w które się wcielamy właśnie z niego są znane. Kwestia wyglądu jest od nas mniej zależna, gdyż nad tym pracuje sztab świetnych charakteryzatorów. Moment jazdy windą jest bardzo stresujący, to jest te dziesięć sekund, kiedy musimy pokonać tremę i wszelkie opory, by stanąć z otwartą przyłbicą przed publicznością.

KRAS

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozmaitości

Tele Tydzień

Reklama