Reklama

Łowi talenty zawodowo

Czwartek, 27 października 2011 (11:09)

W odróżnieniu od Kuby Wojewódzkiego, bardziej koncentruje się na uczestnikach niż na sobie. Od tego odcinka będzie tylko podpowiadał. Wybiorą widzowie.

Zdjęcie

  Jury "Mam talent". Od lewej: Małgorzata Foremniak, Robert  Kozyra, Agnieszka Chylińska /AKPA
  Jury "Mam talent". Od lewej: Małgorzata Foremniak, Robert Kozyra, Agnieszka Chylińska
/AKPA

Kiedyś Pan oceniał, ale nie był oceniany. Jak Pan się czuje w nowej roli?

- Faktycznie trzeba zachować do tego dystans. Wiadomo, że ile osób, tyle opinii. To jest mój pierwszy duży program telewizyjny. Dopiero w to wchodzę i zaczynam się rozkręcać. Obserwuję nagrania do pierwszych odcinków. Sam dostrzegam, jak ewoluuję. Teraz wiem, że czegoś bym nie zrobił, a coś innego zrobił całkiem inaczej.

Czy decyzja o wystąpieniu w „Mam talent!” była dla Pana łatwa?

- Zastanawiałem się tylko chwilę. Dopiero później, w trakcie nagrań poczułem, że to wcale nie jest takie łatwe, jak myślałem. Oprócz podejmowania decyzji o czyimś losie, jest to ciężka fizyczna praca. Co prawda trafiają do nas osoby po wstępnej selekcji, ale tych wybranych jest i tak bardzo dużo. Oglądamy je po 7-8 godzin, wpatrując się uważnie w umiejętności uczestników.

Od pierwszej chwili ma Pan pewność, że to jest osoba, która rzeczywiście ma talent?

- Czasami czekamy całymi godzinami na kogoś, kto pokaże to coś. Ciąży na nas odpowiedzialność, ponieważ musimy brać poprawkę na stres, jaki dopada ludzi i często powoduje, że trudno jest im zaprezentować, co potrafią. W ciągu 2 minut może komuś nie udać się pokazać tego, czego uczył się przez całe lata. My musimy wyłowić ten talent, mając czasami zakłócony obraz przez ich zdenerwowanie. Oczywiście są też tacy uczestnicy, którzy od pierwszej chwili zwalają z nóg i wtedy nie mamy żadnego problemu z głosowaniem.

Ma Pan swojego czarnego konia tej edycji?

- Mam trzy typy. Myślę, że przejdą do finału, choć szczególnie stawiam na jedną z osób. Później przyznam się, czy miałem rację.

Przez lata był Pan prezesem radia. Teraz pracuje Pan w „Mam talent!” i na planie serialu „Czas honoru”.

- To zupełnie nowe wyzwania... To dość trudny okres, ale zarazem fantastyczna zabawa. Jednego dnia kręciliśmy show, a następnego grałem niemieckiego oficera mordercę. Nie kończyłem szkoły aktorskiej, dlatego też towarzyszył mi stres, ale mimo to, dostałem kolejne propozycje serialowe. Nie były one tak interesujące jak ta rola, dlatego nie zdecydowałem się na żadną z nich.

Zauważył Pan, że ludzie rozpoznają Pana na ulicy?

- Ostatnio byłem ze znajomą w Z a m k u K r ó l e w s k i m . Przechodziła koło nas wycieczka emerytów. Usłyszałem jak jedna pani mówi do koleżanki: – Zobacz, to ten miły chłopiec z „Mam talent!”. To zabawne, że w wieku 43 lat ktoś nazywa mnie „miłym chłopcem”.

Rozm. Monika Pawłowska

Artykuł pochodzi z kategorii: Mam talent!

Kurier TV

Reklama