Reklama

Nina Terentiew: Nie ma lekko

Poniedziałek, 10 września 2012 (14:35)

Ta jesień w Polsacie będzie należała do kobiet. Jak zapewnia Nina Terentiew, widzowie zakochają się w "Przyjaciółkach", bo są to fantastyczne dziewczyny, piękne, seksowne, namiętne i bardzo prawdziwe, ale także dlatego, że mądre i autentyczne. Z kolei "Studio weekend" z Krzysztofem Ibiszem i jego eksżoną, Anną Zejdler-Ibisz, to będzie odważna propozycja.

Zdjęcie

Nina Terentiew /  /AKPA
Nina Terentiew
/ /AKPA

Polsat powraca do pasma porannego na żywo?
- Powraca?

Mam na myśli "Poranek z Polsatem", który przed laty gościł na antenie stacji.

- Jestem w Polsacie dopiero od pięciu lat, więc mogę ten fakt gorzej pamiętać.

Telewizja śniadaniowa nie jest jednak Pani obca.

- Byłam prekursorem telewizji śniadaniowej w Dwójce. "Pytanie na śniadanie" jest moim "Dwójkowym" dzieckiem. Natomiast program lifestyle'owo-poradnikowy "Studio weekend", prowadzony przez Krzyśka i Ankę nie jest stricte programem śniadaniowym. Zaczyna się o wpół do jedenastej, czyli poranek jest to dosyć późny. No i walczymy. Premiera 15 września.

Czego możemy się spodziewać?
- Testujemy formułę. Będą goście, będą bloki tematyczne. Zobaczymy, co się sprawdzi, co zagości na stałe. Mamy np. fantastycznych chłopaków ze szkoły uwodzenia, którzy wydali kilka poradników. Na początku kiedy się ich słucha, wydaje się, że są to jakieś "głupki", przepraszam za eufemizm, ale jak człowiek wczyta się w temat, okazuje się, że jeśli mądrze pogadasz, to wychodzisz z dyskoteki z dziesięcioma telefonami do kobitek (śmiech).

Zdjęcie

Krzysztof Ibisz i Anna Zejdler-Ibisz
/ /MWMedia

Duet marzenie: Krzysztof Ibisz i Anna Zejdler-Ibisz w roli prowadzących?
- Uważam Krzyśka - i mówię całkiem serio - za jednego z największych profesjonalistów mediów. Krzysiek troszkę się pogubił, nie chciał dorosnąć, ale w końcu dorósł. Czekałam na ten jego siwy włos! Jakiż on piękny, prawda?

To Pani pomysł czy Krzysztofa, aby połączyć go zawodowo z byłą żoną?

- Ani mój, ani jego. Na ten duet wpadł producent programu. Pomysł ryzykowny, wydawałoby się. Ja nie znałam wcześniej Ani. Wydaje mi się, że jest to mądra kobieta, dziennikarka. W ogóle pozwolę sobie na taką konstatację, że Krzysiek miał wielkie szczęście do żon, troszkę gorsze do przyjaciółek, ale nie chciałabym go, broń Boże, krytykować. Kryzys wieku średniego. Trudno. Facetom różne wtedy do głowy przychodzą szaleństwa, ale nie to jest sensem istnienia wszystkiego i wszystkich. Moim zdaniem to będzie fajna para, a czy się spodoba? Czy na stałe, czy na trochę? Niestety w stacji komercyjnej o wszystkim decydują widzowie. Czytałam badania, z których wynika, że niezależnie od szaleństw Krzysztofa ma on to coś, a mianowicie ludzie go lubią. Myślę sobie - odpuścimy mu. Pręży mięśnie - odpuścimy mu. Włos ma za ciemny - odpuścimy mu. Jest lubiany. Kropka. A zawodowstwo plus sympatia widzów to jest wielki kapitał. Jestem dobrej myśli.

Na koniec zapytam jeszcze o debiut Sopot Top of the Top Festival. 1,7 miliona widzów. Słabo?

- Powiem tak: liczyłam na więcej na jubileuszu Beatlesów. To najlepszy koncert jaki znam. Topowe nazwiska, nieśmiertelne piosenki. Nie wiem, co się stało, ale to jest właśnie telewizja. Natomiast to, że ludzie nie lubią oglądać i nie bardzo chcą piosenkarzy z Islandii czy z Łotwy - rozumiem.

Jakie będą losy festiwalu?
- Kontynuujemy! Wprowadzanie brandu "TOPtrendów" trwa dziesięć lat. I z każdym rokiem jest większa widownia. To nie dzieje się "ot tak". Taką pozycję trzeba wypracować, przeanalizować i mieć! Nie ma lekko. Widzimy się w Sopocie za rok. Zapraszam.

Rozmawiała Beata Banasiewicz

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozrywka

Reklama