Reklama

Początki TVP w anegdocie

Środa, 15 sierpnia 2012 (06:00)

Aż trudno w to uwierzyć, a jednak to prawda – TVP jest z nami już od 60 lat! Z tej okazji zapraszamy na cykl, w którym wrócimy pamięcią do jej najbardziej znamienitych momentów. Dzisiaj – anegdoty zza kulis.

Zdjęcie

Stanisława Ryster, Wojciech Pijanowski, Bogumiła Wander /  /AKPA
Stanisława Ryster, Wojciech Pijanowski, Bogumiła Wander
/ /AKPA

Telewizyjne korytarze i studia były świadkami zabawnych historii, których na próżno szukać w rocznicowych albumach. Część anegdot uległa zatarciu wraz z odejściem pionierów, inne żyją w pamięci byłych pracowników, dziennikarzy i prezenterów. 

Zdjęcie

Stanisław Janicki
/Grzegorz Dymarski /Tele Tydzień

Każda wpadka to katastrofa

Wielki znawca przedwojennego kina Stanisław Janicki przygodę z telewizją zaczynał w czasach, kiedy spokój i zachowanie zimnej krwi na wizji były szczególnie w cenie. W 1967 r. programy nadawano jeszcze na żywo i każda wpadka oznaczała katastrofę. Telewizję oglądano z nabożną czcią, a występujący na szklanym ekranie byli poddawani surowej ocenie widzów.
- Pamiętam dwa mrożące krew w żyłach zdarzenia związane z programem "W starym kinie". W odcinku o francuskiej awangardzie lat 30. film "Balet mechaniczny" wyemitowano od tyłu i do góry nogami. Chwilę grozy przeżyłem też w trakcie programu o Sergiuszu Eisensteinie, kiedy w krótkich przerwach między fragmentami filmów scenograf budował dekoracje, bo do studia w Pałacu Kultury i Nauki weszliśmy na kilka minut przed rozpoczęciem emisji - wspomina autor najdłużej nadawanego magazynu filmowego w historii TVP, przy okazji ujawniając "sekret" swojego charakterystycznego wizerunku. - Kojarzono mnie jako prezentera w ciemnych okularach, ale mało kto wie, że było to podyktowane względami praktycznymi. Ówczesne telewizyjne lampy miały niezwykle ostre światło. Przez to w studiu panowała tropikalna temperatura - mówi Stanisław Janicki, który podobnie jak Bogumiła Wander nie korzystał z promptera. W owym czasie ich po prostu nie było!
- Nagrywaliśmy na żywo i byliśmy obecni do końca emisji. Nikt nie przygotowywał nam wypowiedzi, każdy wiedział, o czym ma mówić. Dopiero pod koniec mojej pracy na Woronicza zaczęłam z niego korzystać. Kiedyś odmówił posłuszeństwa i przez cztery długie minuty musiałam zapełnić czas antenowy - mówi pani Bogumiła, która w TVP przepracowała ponad 30 lat. Najdłużej ze "starej gwardii"! Podobnym stażem może się pochwalić Maciej Zimiński. Twórca "Ekranu z bratkiem", "Teleferii", "Teleranka" i "Piątku z Pankracym" do dziś pamięta pewne zabawne zdarzenie. 

Zdjęcie

W "Tele Tygodniu" nowy cykl: 60 lat TVP
/ /Tele Tydzień

Ubrania w kostkę!

- Niczego nie narzucaliśmy młodym widzom. Uczyliśmy ich szacunku do drugiego człowieka, odpowiedzialności. Nie zapomnę, jak w telewizji odwiedziła mnie matka pewnego chłopca, wielbiciela "Klubu Pancernych". Była szczęśliwa i kompletnie zaskoczona. "Proszę pana! Nie poznaję swojego syna, żeby pan widział jak składa ubrania, w kostkę, równiutko!", zwierzyła się - opowiada pan Maciej, u którego w "Ekranie z bratkiem" w 1974 r. debiutował Wojciech Pijanowski.
- W tym samym roku zacząłem prowadzić teleturniej, gdzie główną nagrodą była gęś. Kiedyś jedna z nich uciekła ze studia. Poszukiwania długo nie przynosiły rezultatu - przypomina sobie gospodarz słynnych programów rozrywkowych. I dodaje jeszcze jedną anegdotę. - W czasach, gdy byłem szefem działu teleturniejów, wpadłem na pomysł, aby 1 kwietnia w trakcie nagrania "Wielkiej gry" wyemitować przechylony obraz. Stanisława Ryster poinformowała widzów, że zepsuł się nadajnik, ale wystarczy kilka książek pod odbiornikiem i obraz wróci do normy. Wszystkim dowcip bardzo się spodobał, do momentu, kiedy dostaliśmy list od oburzonej pani z kategorycznym żądaniem zwrotu pieniędzy, gdyż w trakcie podkładania książek jej telewizor spadł i kompletnie się rozbił.

Rodziły się przyjaźnie...

Prowadząca "Wielką grę" Stanisława Ryster pamięta, że wśród uczestników programu zawiązało się wiele przyjaźni.
- Wygrana była na drugim miejscu. Liczył się prestiż, zawodnicy byli nobilitowani w swoich środowiskach. Jak choćby pewien prawnik, który dostał intratne stanowisko, bo w podaniu napisał: "Jestem laureatem «Wielkiej gry»" - mówi Stanisława Ryster, prowadząca teleturniej od 1975 aż do jego zakończenia w 2006 roku.

Artur Krasicki

Kalendarium TVP

1952 Sygnał startu
W przeddzień wyborów do Sejmu, a więc 25 października 1952 roku, o godz. 19:00, nadano pierwszy program tv. Zapowiedziała go spikerka Maria Krzyżanowska: - Mili widzowie. Doświadczalna stacja telewizyjna w Warszawie rozpoczyna swój próbny program. Pracownicy Instytutu Łączności, którzy od dłuższego czasu przygotowują podstawy techniczne dla polskiej telewizji, wzięli udział w czynie przedwyborczym i uruchomili radiostację, studio oraz aparaty odbiorcze. Dzięki temu możemy już dziś pokazać wam jedną z naszych prób programu telewizyjnego, opracowanego przez Polskie Radio - usłyszeli widzowie w świetlicach warszawskich zakładów pracy. W półgodzinnym programie - odbieranym przez 24 odbiorniki "Leningrad" wyposażone w ekran o wymiarach 12 na 18 cm - balladę o kułaku zaśpiewał Jerzy Michotek, a aktor Jan Mroziński przedstawił "typy warszawskie" - pijaka i chuligana-bikiniarza.

1953 Piątki dla Stalina
Od 25 stycznia rozpoczęto regularne emisje eksperymentalnych programów. Półgodzinne widowiska poświęcone Stalinowi, Komunie Paryskiej i Związkowi Młodzieży Polskiej nadawano raz w tygodniu, w piątki o godz. 17:00. Pierwsze próby rejestrowania programów podjęto pod koniec lat 50. Zapisywano je na taśmie światłoczułej, bezpośrednio z ekranu techniką telerecordingu. 8 listopada Doświadczalna Stacja Telewizyjna nadała 1. w dziejach inscenizację sztuki teatralnej "Okno w lesie" w reż. Józefa Słotwińskiego. Spektakl opowiadał o grupie radzieckich partyzantów chroniących w lesie instytut naukowo-badawczy, pracujący nad szczepionką przeciw gangrenie. Do 1974 r. w Teatrze TV nadano ok. 1700 premier.

1954 Już dwie godziny!
22 stycznia Doświadczalną Stację Telewizyjną Instytutu Łączności przemianowano na Doświadczalny Ośrodek Telewizyjny z własnym zespołem dziennikarskim. Siedzibę z Ratuszowej 11 przeniesiono na Plac Powstańców Warszawy 7, do dawnego Banku Spółek Zarobkowych, a studio o powierzchni 240 m² ulokowano w byłej sali operacyjnej. Szefem redakcji programu tv został grafik i ilustrator książek dla dzieci Marcin Szancer. Od 10 września zwiększono nadawanie programów do dwóch godzin tygodniowo. Tego dnia wyemitowano po raz pierwszy radziecki film sensacyjny "Promień śmierci".

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozrywka

Tele Tydzień

Reklama