Reklama

Kayah: Szukam duszy w głosie

Czwartek, 27 października 2011 (14:16)

- Boję się, czy nie przeoczę wielkiego talentu - mówi. Ale ma jak najlepsze przeczucia co do nowego show.

Zdjęcie

  Kayah /Agencja W. Impact
  Kayah
/Agencja W. Impact

Kayah zasiądzie w jury programu "The Voice of Poland". Obok niej pojawią się też Ania Dąbrowska, Adam Nergal Darski i Andrzej Piaseczny. - To supertowarzystwo - zachwyca się piosenkarka.

Tylko głos

Wspólnie wybiorą najlepszy głos w Polsce. Najpierw będą przesłuchiwać uczestników - siedząc do nich tyłem. Wszystko po to, by skupić się jedynie na ich talentach wokalnych. Jeśli kandydat zachwyci któregoś z trenerów, ten odwraca się. Uczestnik automatycznie należy do jego drużyny. Jeśli kilku jurorów jednocześnie wskaże tę samą osobę, to ona ma prawo wybrać swojego opiekuna. Każdemu trenerowi przypadnie 12 podopiecznych, z którymi będzie współpracował do końca programu. Zadanie nie jest łatwe, bo w tego typu show nietrudno o pomyłkę.

- Czuję wielką odpowiedzialność. Boję się, że przeoczę jakiś wielki talent. Ale ja wierzę w człowieka i w duszę. Mam nadzieję, że tę duszę w czyimś głosie znajdę - mówi Kayah.

Wyjście awaryjne

Dlaczego, mimo obaw, podjęła nowe wyzwanie?

- W tym programie spodobało mi się to, że nie jesteśmy tylko jurorami, ale też partnerami uczestników. To dobrze, bo jakoś ocenianie i bezduszne wywalanie ludzi nie leży w moim charakterze - twierdzi. Zresztą Kayah znalazła sposób, by w razie czego naprawić błąd.

- Nawet, jeśli kogoś pożegnam, to będę miła. Nigdy nie wiadomo, co się może wydarzyć i czy gdzieś się później nie spotkamy. W końcu jestem szefową wytwórni płytowej... - śmieje się.

Błędy przeszłości

Piosenkarka obiecuje, że kandydaci, którymi się zaopiekuje, będą mogli liczyć na jej pomoc. Bo przetrwanie w show-biznesie wymaga naprawdę silnego charakteru. Choć na scenie Kayah obecna jest od ponad dwudziestu lat, wciąż pamięta, jakie błędy popełniała na początku. I ile musiała znieść, zanim osiągnęła dzisiejszą pozycję.

- Już wiem, że arogancja się nie opłaca. A kiedy zaczynałam, byłam prawdziwą arogantką. Dzisiaj wstydzę się tego, co wygadywałam. I jak bardzo byłam zazdrosna o moje starsze koleżanki. Ale wydaje mi się, że zapłaciłam swoją cenę i zrozumiałam pewne rzeczy. Staram się postępować tak, jakbym chciała, żeby świat postępował ze mną. I choć nie zawsze to się sprawdza, wierzę, że ma to sens - mówi.

EWA GASSEN-PIEKARSKA

Artykuł pochodzi z kategorii: The Voice of Poland

Teleświat

Reklama