Reklama

"Mądrego zawsze warto posłuchać"

Poniedziałek, 31 października 2011 (15:20)

Marcin Dorociński w serialu "Bez tajemnic" gra komandosa biorącego udział w misjach wojskowych. Żona zmusiła go do podjęcia terapii. Szymon w ostrych słowach relacjonuje swój udział w trudnej akcji w Afganistanie.

Zdjęcie

  Marcin Dorociński jako Szymon Kowalczyk /materiały prasowe
  Marcin Dorociński jako Szymon Kowalczyk
/materiały prasowe

Pana bohater, Szymon Kowalczyk, jest komandosem, który wrócił z misji w Afganistanie. Czy przygotowując się do roli, rozmawiał Pan z żołnierzami uczestniczącymi w wojnie?

- Tak, miałem okazję poznać takich ludzi i rozmawiać z nimi. Niestety, nie mogę opowiadać o tych spotkaniach na łamach prasy.

Doświadczenia Szymona, o których rozmawia z terapeutą, wiążą się z jego udziałem w ludobójstwie. Czy ta historia nawiązuje bezpośrednio do wydarzeń w Nangar Khel?

- Na pewno może się tak widzom skojarzyć. Mało tego, w serialu będzie mowa o Nangar Khel, więc takie było zamierzenie scenarzystów. Odpowiadając dokładniej na to pytanie, musiałbym zdradzić szczegóły dotyczące fabuły, a chciałbym, żeby widz śledził losy Szymona. By sam zobaczył, odczuł i osądził. Przeżycia tej postaci są związane z wojną, z polskim uczestnictwem w misjach i różnego typu wypadkami, które tam mają miejsce. Jak mówi Szymon, żołnierze nie jadą na wojnę, aby rozdawać czy sadzić kwiatki. Niestety, leje się tam krew. To, czego doświadczył mój bohater na misjach, ma na niego ogromny wpływ, ale nie tylko to. On ma po prostu problemy ze sobą. Niby spełnia się w wojsku, niby jest szczęśliwy i dumny, że jest żołnierzem, oficerem, że jest jednym z najlepszych... Ale to tylko pozory, tak naprawdę chodzi o coś więcej. Szymon jest bardzo złożoną postacią. Mam nadzieję, że udało mi się to przekazać.

Czy Pana bohater ma traumę wojenną?

- Każdy człowiek, który widzi, jak giną ludzie, przeżywa to mocno i dotkliwie. Gdy umierają przeciwnicy, wrogowie, jest na to przygotowany, liczy się z tym. Natomiast kiedy giną cywile, to jest zaskoczenie, szok, który często powoduje traumę.

Czy mógłby Pan powiedzieć coś więcej o strukturze serialu?

- Każdy odcinek to historia jednego pacjenta i jego sesji terapeutycznej. Ciekawy jest pomysł, że do konkretnego dnia przypisany jest dany pacjent, np. we wtorki o 19.00 na terapię przychodzi Szymon. Serial będzie emitowany od poniedziałku do piątku. Podoba mi się, że widzowie mają możliwość linearnego oglądania wybranego wątku.

Czy ten format ma szansę przyjąć się w Polsce?

- Nie wiem. Jestem bardzo ciekaw, jak serial będzie odebrany przez widzów. Scenariusz czytało się naprawdę świetnie, był bardzo dobrze napisany. Mam nadzieję, że "Bez tajemnic" się spodoba. Zobaczymy.

Czy wcześniej grał Pan z Jerzym Radziwiłowiczem? Jak się z nim pracowało?

- Nie, to nasz pierwszy wspólny projekt. Pracowało mi się bardzo dobrze. Jurek jest świetnym kolegą. Jestem pełen podziwu dla jego stylu pracy: koncentracji, skupienia, kondycji. Każdego dnia miał ogrom zadań. Obserwowanie go było niezwykłym doświadczeniem. "Bez tajemnic" opiera się na długich, wyczerpujących rozmowach pacjentów z terapeutą. Było bardzo dużo tekstu do nauczenia. Mój bohater uczestniczył w terapii raz w tygodniu, a bohater Jurka prowadził sesje przez 5 dni roboczych, a w sobotę spotykał się z superwizorem (Krystyna Janda) i analizował swoje relacje z pacjentami. Tym większy mój szacunek dla Jurka, który, rzeczywiście, codziennie miał do zapamiętania gigantyczną ilość tekstu.

Był Pan kiedykolwiek u psychoterapeuty?

- Nie. Ale mój zawód sprawia, że przy każdym kolejnym projekcie przechodzę pewnego rodzaju terapię. Mogę wtedy pozwolić sobie na wyrzucenie emocji. Sport też działa na mnie kojąco. Myślę, że nie potrzebuję terapii, aczkolwiek nie zarzekam się przed rozmową z mądrym człowiekiem. Spotkałem kilku psychologów w swoim życiu. Generalnie, mądrego człowieka zawsze warto posłuchać, chociaż nie na siłę.

Trudno jest rozstać się z traumatyczną rolą?

- Zawsze tak jest, że ciężkie role, jak Szymon w "Bez tajemnic" czy Tadeusz w filmie "Róża", wiele kosztują i zostają w człowieku. I choćbym nie wiem jak sobie wmawiał, że ta rola jest już poza mną, to jeszcze przez jakiś czas siedzi w człowieku i stopniowo wygasa. Gram różne postaci, jedne kosztują mnie mniej, inne więcej. Staram się w każdą pracę wkładać serce, a to niestety wiąże się z tym, że później po prostu boli. To są stosunki emocjonalne między mną a postacią. Nie chcę się uzewnętrzniać jak Szymon przed Andrzejem. To już jest kuchnia. Po prostu lubię mój zawód, spełniam się.

Rozm. Karolina Bednarska

Artykuł pochodzi z kategorii: Bez tajemnic

Świat Seriali

Reklama