Reklama

Moje 15 lat z Lubiczami

Niedziela, 16 września 2012 (06:00)

„Klan” obchodzi właśnie swe 15 urodziny i jest... najdłużej emitowanym polskim serialem w historii TVP. Lubiczowie zaś stali się przez te lata bodaj najlepiej znanym rodem w naszym kraju. Bez swej głowy – Pawła Lubicza, w którego wciela się Tomasz Stockinger – byliby nie do pomyślenia!

Zdjęcie

Tomasz Stockinger /fot  /AKPA
Tomasz Stockinger
/fot /AKPA

Zdjęcie

Od pierwszych lat „Klanu” mieli pewność: żadnych romansów dla Pawła i Krystyny. Chcieli grać udane małżeństwo!
/fot /Agencja W. Impact

Doktor Paweł to dzisiaj nestor rodu Lubiczów.

- Taka jest kolej rzeczy, że jedni odchodzą, a po nich następują inni. W roku 2007 pożegnaliśmy pana Władysława Lubicza, naszego protoplastę, w osobie sędziwego już Zygmunta Kęstowicza. Wcześniej, w dramatycznych okolicznościach, po długotrwałej, przegranej walce z rakiem, odeszła Halina Dobrowolska, nasza nieodżałowana serialowa mama, Maria. W tej sytuacji prym starszeństwa objął pierworodny syn Paweł, stając się tym samym opiekunem rodziny i strażnikiem jej wieloletniej, bogatej tradycji.

A rodzina to wyjątkowa - wspierająca się na co dzień i od święta.

- Na tym polega idea tego serialu, by pokazać fundamentalną rolę zdrowej i solidarnej rodziny w życiu człowieka. Jest to szczególnie ważne w obecnych czasach, kiedy wiele systemów wartości rozpada się na naszych oczach. Żyjemy w świecie szybkiego przepływu informacji, nie zawsze prawdziwej, często w odrealnionej rzeczywistości wirtualnej, w której zatraca się poczucie tożsamości i bezpieczeństwa, a wzrasta osamotnienie. Najskuteczniejszym lekiem na taki stan rzeczy jest właśnie rodzinne gniazdo. I taki jest główny przekaz opowieści o Lubiczach.  

Zdjęcie

/fot /Agencja W. Impact

Pamięta Pan początki "Klanu"?

- Serial powstał na zlecenie TVP, która ogłosiła konkurs na coś, czego dotąd u nas nie było a czym żył Zachód od lat - soap-operę, czyli telenowelę, zjawisko medialne drugiej połowy ubiegłego wieku, wyczekiwane przez masowego odbiorcę. W maju 1997 roku nakręciliśmy trzy pilotażowe odcinki, które konkurs wygrały i od sierpnia zaczęliśmy regularną pracę na planie.

Gra Pan postać kryształową w każdym calu. To Pana nie ogranicza?

- Taką mi rolę powierzono i tego się trzymam, co - wbrew pozorom - nie jest zadaniem prostym. Łatwiej jest grać czarne charaktery, są bardziej wyraziste, rzucające się w oczy, efektowniejsze w odbiorze. Paweł Lubicz zaś, uosobienie spokoju i uczciwości, niezawodny i zawsze przewidywalny, wymaga dodatkowego wysiłku, by nie zanudzić widza. Jedynym ułatwieniem jest to, że ja tu nie muszę się jakoś specjalnie charakteryzować. Po tych 15 latach jestem naturalnie o 15 lat starszym Pawłem. Z czasem też zaczynam dostrzegać w nim pewne wady, dziwactwa.

Mimo to większość polskich kobiet zazdrości Krystynie męża!

- To znaczy, że szerzymy dobry wzór do naśladowania. Zgodnie zresztą z naszą wolą, bo już w pierwszych latach trwania serialu scenarzyści wpadli na pomysł, by "uatrakcyjnić" tę parę jakimś romansem. Może kochanek, może kochanka. Poprosiliśmy wówczas z Agnieszką Kotulanką, żeby nam dali spokój i pozwolili być dalej szczęśliwym, udanym małżeństwem. Okazało się to strzałem w dziesiątkę i przyniosło nam wiele sympatii, nagród, z Telekamerami na czele. I choć publiczność zaakceptowała ten nasz sposób na życie, to jednak, kiedy minęło już trochę lat, znów powróciła myśl, by trochę "popsuć" sielankę - i tym razem to koło Pawła zaczęła się kręcić jakaś kobieta. Wówczas przyszedł list, od emerytów z Nowej Huty, którzy zagrozili produkcji, że jeśli Lubicz zdradzi żonę, oni... wyrzucą swoje telewizory przez okno! Bo wszystkim się to może zdarzyć, ale Pawłowi i Krystynie nie!

Mają za to sporo problemów z córkami, Agnieszką (Paulina Holtz) i Olą (Kaja Paschalska), które nie potrafią sobie ułożyć życia.- No przecież musi się coś dziać, żeby nie było za różowo! Za to my, z drugiej strony kamery, nie mamy do naszych dziewczyn żadnych zastrzeżeń, wręcz przeciwnie, bardzo nam się dobrze od początku razem gra. A przecież, jak zaczynały, to były jeszcze naprawdę żółtodziobami. Paulina, wówczas licealistka, po kilku latach grania w serialu z pokorą podjęła studia w szkole aktorskiej i z satysfakcją patrzę na jej zawodowy rozwój. Kaja zaś, która zaczynała jako 11-latka, wybrała inną drogę. Studiuje języki, trochę śpiewa i szuka jeszcze sposobu na życie. Obu im gorąco kibicuję, bo to przecież po części moja najbliższa rodzina!

Zdjęcie

Rodzina dla Lubiczów zawsze była najważniejsza.
/fot /Agencja W. Impact

Pański rodzony syn Robert też swego czasu grał w "Klanie".

- Owszem, ale ja nie miałem z tym nic wspólnego, nie "załatwiłem" mu roli, jak to mi się o uszy obiło. Był to zwykły przypadek - zabrałem syna na galę wręczania Telekamer, żeby pokazać mu "wielki świat" i tamże przedstawiłem reżyserowi i producentowi Pawłowi Karpińskiemu. Widać dostrzegł w nim coś interesującego, skoro zaproponował mu rolę. Robert zagrał kolegę Oli. Epizod trwał przez kilka miesięcy. Na szczęście na tym jego przygoda z aktorstwem się skończyła. Wrócił na studia - stosunki międzynarodowe, ku mojej uciesze, bo nigdy nie miałem życzenia, by szedł w moje ślady. Aktorstwo to ciężki kawałek chleba.

Raz na jakiś czas pojawiają się pogłoski o tym, że "Klan" się kończy. Co Pan na to?

- Zastanawiam się, czemu i komu te pogłoski służą. "Klan" stanowi unikatową pozycję na naszym rynku medialnym, jako jedyny serial emitowany jest w zgodzie z aktualnym kalendarzem, wydarzeniami, świętami. Porusza się w nim szeroki wachlarz problemów społecznych, propaguje zdrowy tryb życia, dobro i zło nazywa po imieniu. Dla wielu widzów, zwłaszcza starszych, chorych, Lubiczowie są niczym najbliższa rodzina. Dlatego myślę, że najlepiej będzie się odnieść do tych plotek znanym powiedzeniem - "psy szczekają, a karawana jedzie dalej". Właśnie zaczynamy 16. sezon. 

Czego Pan życzy "Klanowi" z okazji jubileuszu?

- Żebyśmy dalej mogli się cieszyć zdrowiem i wspólną obecnością na planie, w poczuciu, że tworzymy coś naprawdę ważnego i niepowtarzalnego. Niezrozumiałe jest dla mnie, kiedy ktoś mówi z pobłażaniem o serialach, że to produkcje typu B, czy C. Życzyłbym wszystkim, żeby zawsze i wszędzie spotykali się z takim profesjonalizmem, zaangażowaniem i atmosferą, jaka panuje w "Klanie", co czyni zeń przedsięwzięcie na najwyższym poziomie - i w sensie zawodowym, i ludzkim. I nie ma w tym cienia przesady. 

Pełna wersja wywiadu - z którego dowiecie się, czy Tomasz Stockinger myślał kiedyś, aby odejść z "Klanu", dlaczego jego bohatera łączy wyjątkowa więź z Elżbietą (Barbara Bursztynowicz) oraz jak doktor Lubicz jest postrzegany w prawdziwym środowisku lekarzy - w 38. numerze "Tele Tygodnia".

Rozmawiała Jolanta Majewska-Machaj

Artykuł pochodzi z kategorii: Klan

Tele Tydzień

Reklama