Reklama

Pontek z policją jest za pan brat

Czwartek, 13 grudnia 2012 (10:09)

Na planie, jak i w życiu, Artur Pontek ma wiele zabawnych perypetii ze stróżami prawa. I choć stara się nie wykorzystywać prywatnie wizerunku swojego serialowego bohatera, to często jest z nim mylony, co jest źródłem kolejnych anegdot.

Zdjęcie

Artur Pontek ma ogromny dystans do siebie, dlatego granie policjanta- fajtłapy przychodzi mu z łatwością. /fot  /AKPA
Artur Pontek ma ogromny dystans do siebie, dlatego granie policjanta- fajtłapy przychodzi mu z łatwością.
/fot /AKPA

Policjanci w "Ojcu Mateuszu" mają częściej zabawne, niż poważne perypetie. Czy to samo się tyczy sierżanta Mariana Marczaka, którego Pan gra?
- W moim przypadku zabawne sytuacje wynikają głównie z mojej postury i dysproporcji, która istnieje między mną a starszym aspirantem Noculem, którego gra Michał Piela. Kiedyś mieliśmy za zadanie wyważenie masywnych drzwi. Śmiesznie wyglądało, kiedy Marczak zasadzał się na te drzwi, a w ostatniej sekundzie wyręczył go Nocul. Mam nadzieję, że w kolejnej serii scenarzyści wymyślą nam też ciekawe i śmieszne zadania.

Zdjęcie

Artur Pontek na planie "Ojca Mateusza"
/fot /MWMedia

Dzięki którym Marczak znów będzie mógł z determinacją ścigać groźnych bandytów?
- Oczywiście, w końcu Marczak to postrach wszystkich bandytów. 165 centymetrów wzrostu, tęga mina - bandyci na jego widok sami umierają ze śmiechu, a pistolety wypadają im z rąk (śmiech).

A czy w życiu prywatnym policjanci traktują Pana jak swego, uśmiechając się porozumiewawczo?
- Tak się złożyło, że mieszkam między dwoma komisariatami - jeden jest na górze, drugi na dole. Można powiedzieć, że mieszkam z policją po sąsiedzku. Widujemy się codziennie, pozdrawiamy serdecznie. Przy okazji zdarzają  się, rzecz jasna, zabawne sytuacje. Na przykład, kiedy czekałem w komisariacie na wyjaśnienie pewnej sprawy, stróż prawa zapytał z uśmiechem, czy nie mógłbym takiej drobnostki sam sobie załatwić, aby nie robić niepotrzebnie tłoku. Odpowiedziałem, że chętnie umorzę sobie tę sprawę (śmiech).

Kto jest dla Marczaka największym autorytetem, przed którym czuje respekt?
- Nasz komendant Orest Możejko, oczywiście. Pewnie dla pozostałych kolegów policjantów również. Dla równowagi pojawiają się jednak sytuacje, z których wynika, że choć go szanują i drżą przed nim, to jednocześnie lubią sobie pożartować z pryncypała. Podobnie jak w życiu, szef jest dla podwładnych zarówno autorytetem, jak i obiektem żartów.

Sandomierz, od kiedy kręcony jest w nim serial, zyskał na popularności. Był tam Pan też prywatnie?
- Zamierzamy wybrać się do Sandomierza razem z żoną Beatą i 5-letnim synkiem Leonem. Bardzo lubię Sandomierz. Mam nadzieję, że z wzajemnością.

Rozmawiała Ewa Jaśkiewicz

Artykuł pochodzi z kategorii: Ojciec Mateusz

Tele Tydzień

Reklama