Reklama

Robin Hood w todze

Wtorek, 2 października 2012 (14:31)

Co łączy Agnieszkę Dygant z graną przez nią tytułową bohaterką „Prawa Agaty”?

Zdjęcie

Agnieszka Dygant /Agnieszka K. Jurek /TVN
Agnieszka Dygant
/Agnieszka K. Jurek /TVN

Jak się Pani czuła, zakładając togę po raz pierwszy?
- Pierwsza toga, w której grałam, była na mnie co najmniej cztery numery za duża, więc czułam się trochę głupio. Ale scena wyszła zabawnie i o to chodziło. Toga jest czymś, co wzbudza w ludziach respekt. Kiedy ją na sobie mam, czuję się jakoś tak... godniej (śmiech). 

Zdjęcie

Agnieszka Dygant jako Agata Przybysz
/Agnieszka K. Jurek /TVN

Za to trochę luzu wprowadza Pani kucyk.
- Kucyk ma wiele zalet. Po pierwsze, jest wygodny i pasuje do każdego stroju. Po drugie, to fryzura, której bez przerwy nie trzeba poprawiać na planie. Po trzecie, co dla mnie najważniejsze, dodaje dynamiki mojej postaci. Dobrze dobrana fryzura i kostium to dla aktora połowa sukcesu, bo kiedy jest coś nie tak, to trudno się skupić na grze. Kiedy mam nietrafiony kostium, podświadomie zaczynam się kręcić, krygować, skubać, gdzieś siadać - żeby nikt mnie nie zauważył.

Marian Opania już po raz drugi gra Pani ojca.
- Tak, pierwszy raz spotkaliśmy się w "Niani". Widocznie musimy być trochę do siebie podobni, bo zawsze gra mojego ojca (śmiech). Oczywiście cieszę się z ponownego spotkania, bo to znakomity aktor. Poza tym lubimy się prywatnie. Mówią, że między nami jest fajna "chemia".

Czy między Markiem (Leszek Lichota) a Agatą zacznie się wreszcie coś dziać?
- Zobaczymy... Na razie ich relacja dojrzewa, staje się przyjacielska. Coraz bardziej sobie ufają, ale też respektują to, w jakim momencie życia się znajdują. Oboje mają przecież partnerów, więc nie jest łatwo. Chociaż, jak wiemy, trójkąty w życiu się zdarzają... A krew nie woda, więc kto wie... Poza tym nie chcemy, żeby widzowie czekali tylko na to, kiedy wreszcie Marek i Agata otrą się o siebie. Chcemy grać trochę dojrzalszych ludzi, którzy myślą o życiu w sposób nieco bardziej złożony.

W serialu gra Pani prawniczkę, która z dużym zaangażowaniem pomaga innym. Prywatnie też zdarza się Pani występować w roli adwokata kogoś bliskiego?
- Bo ja wiem... Kiedyś w ogóle miałam bardzo rozwinięty "pierwiastek robinhoodowski" - lubiłam pomagać innym i uważałam, że to mój obowiązek. Teraz... jestem chyba ostrożniejsza. Doszło do mnie, że być może nie wszyscy potrzebują mojej pomocy, a jeśli ktoś będzie jej chciał, to mi to po prostu powie, zanim ja uszczęśliwię go na siłę.

Rozmawiała Ewa Gassen-Piekarska

"Prawo Agaty", wtorki, godz. 21:30, TVN

Artykuł pochodzi z kategorii: Prawo Agaty

Teleświat

Reklama